Dokąd zmierzasz Google?

Fascynująca historia sukcesu Google, które w ciągu połowy dekady stało się potęgą reklamową na świecie (i w Polsce, owszem) nie pozwala przestać myśleć o następstwach tegoż sukcesu. Ogromne zapasy gotówki i setki usług ’satelitarnych’ wobec wyszukiwarki nie pozwalają łatwo zrozumieć jakie konsekwencje ma ten spektakularny przyrost masy firmy.

Poczta, blogi, video, zdjęcia, pakiet biurowy, przeglądarka internetowa, czytnik rss, telefony, systemy operacyjne, dostęp do Internetu, biblioteka wirtualna i dwie sieci społecznościowe – dokąd zmierzasz Google?
Nie zamierzam zgadywać, które z licznych własności firmy staną się przebojem, przyszłością Internetu i zbawieniem ludzkości. Wolę spojrzeć na to co widzę teraz i wyobrazić sobie to samo tylko dużo większe, bo przecież, nie łudzę się, TO będzie większe…

YouTube Preview Image

Kiedy jeszcze dwa lata temu porównywano Google do sieci SkyNet, która w świecie “Terminatora” postanowiła zniszczyć ludzkość, wszyscy uznawaliśmy to za doskonały żart najwyżej. Dziś miny rzedną, a fikcja wrasta w rzeczywistość przed naszymi oczami. Mało osób pewnie zauważyło jak Google wkracza na pole, które nazwać możemy ‘rusztowaniem sieci” – serwery DNS od Google, najszybsza sieć światłowodowa od Google i w końcu, ale po pierwsze tak naprawdę – wyszukiwanie i katalog Internetu. Dziś oczywiście nie jest to jeszcze prawdą, ale za jakiś czas dostęp do sieci będzie tym, czym jest woda, elektryczność, kanalizacja. Bezpieczeństwo w sieci będzie już za chwilę tym czym jest bezpieczeństwo na ulicach. A wszystkie te rzeczy łączy jedno – są regulowane, licencjonowane i uznawane za strategiczne przez rządy państw na całej planecie. Co stanie się, jeśli właścicielem tej ‘wody nowej generacji’ będzie firma, przy której drgnąć potrafi powieka nawet rządowi Chin (nie mówiąc o rządzie Stanów Zjednoczonych)? Co jeśli Google stanie się mocarstwem żyjącym w serwerowniach (największych serwerowniach na planecie, dodam)? Co różni superkorporację i supermocarstwo? Kiedy zarząd zamienia się w rząd? Kiedy Francja, Niemcy lub Stany zdecydują, że ‘rusztowanie Internetu’ jest strategicznie istotne i fakt, że należy ono do prywatnej firmy uznają za zagrożenie bezpieczeństwa narodowego
Gdyby dziś ktoś ‘wyłączył’ Google doszłoby prawdopodobnie do scen strasznych. Nawet gdy Gmail znika na trzydzieści minut cała blogo i mikroblogosfera drżą w posadach. A gdyby ktoś tak wyłączył całkiem? No cóż, dziś wciąż jeszcze dalibyśmy sobie z tym radę. Usługi live.com czy Yahoo powoli by nas do siebie przyzwyczaiły…Ale jeśli Google oznaczać będzie dostęp do sieci w ogóle, to żadna inna firma nam nie pomoże, bo kolejne wpisywane adresy w przeglądarce zwracać będą tę samą pustą stronę.
Dokąd zmierza Google? Tego oczywiście nie wiem, ale wiem na pewno, że nie istnieje tak światły zarząd i tak ‘not evil’ firma, by mogła ona zachować wewnętrzną integralność etyczną ale i biznesową, w sytuacji, gdy pozbawimy ją konkurencji. Dlatego, tak dla porządku i czystości sumienia trzymaj swoją pocztę w dwóch różnych miejscach i znajdź małego lokalnego dostawcę Internetu. Jakby coś.

share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

Po co komu tablet, czyli cicha rewolucja

Długo zbierałem się do tego artykuliku. Na początku zamierzałem skorzystać z szalonych pogłosek dotyczących iPada i pofantazjować o tym, czym MOŻE być tablet, ale czas mijał i w końcu pogłoski musiały przegrać z rzeczywistym tabletem od Apple.
Chciałem tu na początku napisać jakie to kozyści dać może nam tablet 2010. Jak uratuje prasę przed śmiercią głodową, jak sprawi, że w ręku masowego odbiorcy znajdzie się czytnik elektronicznych książek, a więc, być może i książki można wciąż uratować…Chciałem mówić o zmianie paradygmatu w czytaniu tekstu w ogóle, kiedy poziomy i piony zastąpić muszą pozostałe wymiary realnego przedmiotu jakim jest książka czy magazyn, ale przecież film robi to znacznie lepiej.

YouTube Preview Image

Myślałem też o tym, że możliwość edycji większych tekstów w przyzwoitym edytorze o przyzwoitych wymiarach, to ogromny przełom, ale tak naprawdę to przełom dla tych tylko, którzy dotąd męczyli się z tym samym zadaniem na iPhonie (wierzcie mi – naprawdę to robię!)
Chciałem w końcu dumnie uderzyć w wysokie tony i powiedzieć, że ratując prasę i dając jej wygodę równą wygodzie czytania bloga ratujemy tradycyjny model dziennikarstwa, nie szkodząc procesowi demokratyzacji mediów (który to proces ma również, nie zapominajmy, wiele ciemnych stron np. dość lekki stosunek wielu blogerów do procesu sprawdzania i potwierdzania faktów).
Zamiast tego wszystkiego napiszę jednak o czymś, co nazwałbym niewidzialną rewolucją. Dokonuje się niewidzialna rewolucja, którą zauważyłem dopiero w czasie niekończących się dyskusji na temat przydatności bądź bezużyteczności iPada. Cicha rewolucja zaczęła się dużo wcześniej, ale nigdy wcześniej nie pojawiło się w rozmowach i słownych bitwach tak kontrowersyjne urządzenie, czy raczej kategoria urządzeń. Oczywiście, zastanawialiśmy się już przy np. MacBooku Air, czy to konieczne i po co to komu…ale odpowiadaliśmy z łatwością – to komputerowa biżuteria, to komputer dla dyrektora itd., itp.
Tym razem nie ma prostego wytłumaczenia i nie warto chyba słuchać proroków krzyczących: “Głupcy! Czemu nie widzicie, że stała się światłość?!” Nie dla wszystkich światłość się stała i dlatego część ludzi nie pojmuje jak ktoś może wydać pieniądze na iPad podczas gdy inni uznają za szaleńca każdego, kto go nie pożąda…
Cicha rewolucja to, nazywając sprawę roboczo, atomizacja wspierana przez technologię. W naszym wielorakim, rozłażącym się w sprzecznych kierunkach popędzie jedna dwoistość zwraca moją uwagę – pragniemy społeczności, a jednocześnie pragniemy, by rzeczywistość reagowała na JA, a nie na uśrednione MY. Chcemy, by nasze doświadczenie było tak indywidualne jak to tylko możliwe. Do tej pory pojęcie rozbijania rzeczywistości na ‘kapsuły” zawierające tylko po jednej osobie zdawały się oburzać większość z nas: “to niezdrowe, osobisty kontakt zawsze wygrywa, wspólne doświadczenia – zbliżają, przymus kompromisu – uczy”. Atomizacja wspierana przez technologię zdaje się to zmieniać – unikalne, nieskończenie mnogie, pojedyncze zestawy zachowań i wzorce konsumpcji mediów jak i porządkowania i publikacji naszych własnych myśli i przyjmowania myśli naszych bliskich tym razem zamiast ostracyzmu powodują entuzjazm. Społeczeństwa zdają się wiwatować na cześć rozwiązań skrojonych na pojedyncze osoby, które realizują te potrzeby za pomocą unikalnej KOMBINACJI urządzeń, usług, oprogramowania i połączeń między nimi a innymi urządzeniami, usługami i oprogramowaniem.
Niektórzy wybiorą tablet plus komputer stacjonarny ze smatphone’em na dole układanki. Inni zechcą mieć netbook z ogromnym dyskiem twardym czekającym na niego w ich domu plus tani telefon – bo po co, skoro mam ze sobą netbook? Każda z osób, razem ze swoją kombinacją urządzeń dobierze też system operacyjny (Windows, Mac, Linux/Chrome OS), oprogramowanie biurowe (MS Office, Apple iWork, OpenOffice/Lotus Symphony), przeglądarkę (IE, Firefox, Safari, Chrome, Opera), odtwarzacz filmów i muzyki, klienta twittera, program do wypalania płyt, pobierania plików z sieci P2P aż po program do rozpakowywania plików .rar.
Nieskończony niemal wybór, niekończąca się ilość kombinacji i, jako rezultat, Twój niepowtarzalny zestaw i wzorzec zachowań i sposobów konsumowania i publikowania każdej rzeczy jaka jest Ci dostępna.
Technologia, po cichu, powoli, daje nam znać, że komunikacyjne wybory zostały już dokonane; że teraz możemy po prostu obserwować; że pojedynczość doświadczenia rzeczywistości poprzez technologiczne okulary skrojone na miarę, ale i intensyfikacja wymiany poglądów i myśli ze znacząco większą grupą INNYCH, jest naszym przeznaczeniem.
Tablet roku 2010, będąc wyłomem w ideii ‘urządzenia dla każdego’ pozwala nam zauważyć, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. Konsumujmy więc jak tylko sobie życzymy – z iPadem lub zupełnie bez.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o białej kartce

Siedział przed biała kartka. Kursor mignął z zachęta w znaczącym milczeniu. Udawaliśmy obaj przez chwilę, że się nie zauważamy, ale on w końcu nie wytrzymał i mignął. Ten pojedynek nieistotny i nieproduktywny rozpoczął drogę przez śniegi. Podobno niepamięć tego co przed chwilą ułatwia sprawę. Krok i kropka, krok i kropka, krok i kropka. Łyk kawy na klawiaturę. Niestety, pamięć to tak jakby mój najmocniejszy punkt, więc usypuje śniegowe ścieżki mozolnie, wracając po własnych śladach tak często jak to możliwe, choć niepraktyczne. Podobno należy pozbyć się rozproszeń, podniecenie, plany na przyszłość, grafik dnia i przystojny grafik, który wczoraj rozlał mleko i płakał nad nim przed bramą na Krakowskim. Sam widzisz, już skręcam w inną historię, tylko tutaj to bez znaczenia, bo w sumie nie ma żadnej historii do powiedzenia. Tak czy siak, kiedy już nadrobię na śniegu tych znaczków i ścieżek to robi mi się głupio i potrafię patrzeć tylko przez palce i czekać, aż ktoś powie, że jestem zachwycający. Kursory nie kłamią i łatwo się zaprzyjaźniają. Powinieneś spróbować.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o nieruchomościach

W ciągu tego roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy. Luksusowe, niby luksusowe, w latach dziewięćdziesiątych luksusowe…Nory z piękną zawartością, dwupoziomowe śmietniki, gołe ściany i podłogi z materacem rzuconym na środek, upchane ludźmi akademiki bez miejsca na prywatne widzenia i w końcu całkiem zwyczajne z meblościanką i bez remontu.
Ubocznym działaniem intensywnego życia bardzo często jest gruntowna wiedza o rynku nieruchomości. Które adresy są dobre tylko na papierze, a gdzie średnio zamożny samotny mężczyzna może kupić piękny apartament. Seks-rynek nieruchomości pełen kabackich jedenastych pięter z przestronnymi balkonami i maleńkich mieszkań w centrum, gdzie śmierdzi zawsze świeżym potem.
W ciągu roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o farciarzu

O takim jak On nie pisze się wierszy i piosenek. Silny, szczęśliwy, ani dobry, ani zły. Tylko uśmiecha się może więcej. Sztuka odrzuciła ten materiał genetyczny obawiając się logicznych pętli. W końcu sztuka to poszukiwanie, a gdzie poszukiwanie, tam niezbędne staje się zagubienie. Jeśli światłość w ciemności świeci, to cóż począć z Jego promiennym wejrzeniem? Nazywają to ‘nuda’, ale tylko dlatego, że nie potrafią tego nazwać jakkolwiek. Nazywają to ‘płytkie’, bo tylko na brzegach tej osobowości i na zapraszających mieliznach potrafią się poruszać w miarę pewnie. Sztuka odrzuciła materiał genetyczny, który przestał podlegać już ewolucji. Poszukiwanie piękna, jak na to nie patrzeć, nie znosi piękna.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

List

Wielką mi uczyniłeś radość swoją wizyta. Te wilgotne mury wchłaniające aż za dobrze psychozy moich przodków nie działają na mnie kojąco. Choć mógłbyś rzec, swoim zwyczajem, że do wszystkiego przyzwyczaić się można, to jednak nie każdy ma w udziale mieszkać w nawiedzonym przez ducha zamordowanej macochy zamczysku. Przyjedź raz jeszcze latem, kiedy uciekać będziemy mogli do ogrodu i dalej w lasy. Nie będzie nam wtedy przeszkadzać ani niania, ani mój ojciec pijany szukający towarzysza do wista. Bardzo dużo radości sprawiłeś mi swoją wizytą choć ta smutna i ociężała pielęgniarka wciąż mi wmówić próbuje, żeś wcale tu nie był.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o kobiecie po przejściach

Była sobie kobieta po przejściach i mężczyzna bez doświadczeń. Błyszczał patrząc na jej ponurą gorzką twarz. Jego oczy niepoorane powidokiem, jego kąciki ust z tą niepodrabialną iskierką na dnie i w końcu włos przypruszony wciąż tylko czernią. Nieskalany. Niezamierzony i zatopiony.

Często potem myślała czy mogło być inaczej. Może gdyby coś, co sama nie wiedziała gdyby co? Ale nie. Jednak własnie to, a nie gdyby.

share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o patelni

Bardzo smażyć lubił. Wysmażał jedne po drugich kotlety i teksty. Paszkwile kulinarne, muzyczne i do wirtualnych mediów też. Smażył pierogi i Piroga. Smażył do kierownika reklamacyjne pismo. Smażył na przyjęcia i prywatki.
Ona w odorze olejowym patrzyła smutno. Coraz ciszej patrzyła mu w oczy. Potem w brodę, aż na własne buty. Ot dym i wiecznie buczący okap. Oto właśnie po dwudziestu latach tak się jej to kończy. Węch nie ten, tłuste oczy i boki, bo tu pierogi tu boczek.

Kuchnia, późne popołudnie. Jedna podsmażana polędwica za daleko. I jednym ruchem patelni go.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o śnieżycy

Mówiła matka – Nie idź Piotrusiu, nie idź, tak pada.
A on poszedł. Przez zaspę na utratę tchu i dziewictwa.
Mówiła Ania – Chodź do mnie w śnieżycę, zobaczysz jak będzie nam dobrze.
Szaleństwo białe, żółte, kolorowe mroczki przed oczami, nosem w śnieg, ale dalej, dalej próbuje.
Aż w końcu światełko ostatkiem oddechu widzi. Światełko się żółci pomiędzy śniegiem a śniegiem i tam ona kręci się w kożuchach niedzwiedzich i mlecznych i kominkach i oblewa się szampanem i kusi chyba, a może obśmiewa.
I jeszcze krok, i jeszcze, i sypie przez oczy po pysku sypie, do nosa sypie białości mrożące. I idzie, prawie już dojdzie.
I jednak nie.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o ironicznym telewizorze

- Tak tak, poprzelaczaj sobie. Nie krępuj się zupełnie! Przecież jesteś taki zmęczony i tak dalej!
- Ooo, no proszę – dwudziestka czwórka – cała prawda całą…
och, tak jasne, zobaczmy czy Paris Hilton znalazła kumpele od…
doskonały wybór – znajdzmy odpowiedz na nurtujace nas pytanie – czy ja kocham Cię Pols…
super, teraz cała pogoda całą dobę? Dlaczego? Powiedz mi dla…
o widzisz to jest pomysł, to jest Kultura, a nie te Twoje…
czy ty w końcu przestaniesz pstrykać tym pilo……

No tak, posiedzmy w ciszy, bosko.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email