bajka o dwóch pakerach

Pierwszy raz minąłem ich koło czternastej na schodach prowadzących na Plac Zamkowy. Sami przez się zwracali uwagę przechodniów, ale o tej godzinie słońce dodatkowo im służyło rozświetlając cienką warstwę potu na ich ramionach i łydkach. Kompletnie pochłonięci rozmowa, z której nic a nic nie doszło do moich uszu, przeszli obok raz jeszcze zwracając uwagę zapachem wiosny a nie ataku na plaże Omaha.
Nie zrozummy się źle. To nie było zjawiskowe i transcendentne – to było miłe i trwało 10 sekund. Kropka. Tyle.
Wysiadłem z niesympatycznej post-smoleńskiej i mocno powyborczej taksówki i niemal ekstazę wywołał wiatr świtny, popierwszy.
Przesadzony luksus miejsca, w którym się znalazłem podążając za wskazówkami tajemniczego ktosia po drugiej stronie e-druta, był niemal bezczelny. Nie tylko niezawstydzony samym sobą w czasach kryzysu, a wręcz zaprojektowany właśnie na czasy szalejącego ubóstwa. Najlepszym przecież sposobem na biedę jest bogactwo – sprawdza się za każdym razem. Kładki, strumyczki ohydnie szemrzące za 120 złotych za godzinę eksploatacji, w końcu błyskotliwa gadająca winda w stylu HAL-a
Staję, a tu osłupienie tym gorsze bo moje tylko. W drzwiach dwóch pakerów. Przychylne słońce zastąpili oliwka. Tym lepiej, że nie tylko na ramionach – całe ciało może być oliwkowe, prawda?
I znowu osłupienie, bo jeden schowany za drugim, wyglądają za drzwi i na mnie tak patrzą, że przepraszają i że oni wiedza , że wstyd potworny, no ale co mają począć…
Teoretycznie każda ich słabość i nieśmiałość i wszystkie wyrzuty sumienia uzbierane pod kloszami czaszek powinny działać na moją korzyść…dawać zasłużony handicap nieumięśnionemu…jednak i ja jestem człowiekiem i ja tez ze strony wielkich i pięknych tego świata doznałem krzywd okrucieństwa jakie dokonuje się w starciu tego co estetyczne z tym co szpetne. Wiec zamiast kolekcjonować punkty przewagi, rzuciłem się w nich, w ten pokój za pokojem, w ramiona później i dłonie aż w sen runąłem.
Wymknąłem się wzruszony absurdalna, ad-hoc czułością dwóch pakerów. Wymknąłem się gdy już następna noc zbierała swoje żniwo wenerycznych chorób i zapłakanych nastolatek, które same nie wiedza dlaczego tak płaczą i płaczą. Szaleństwo i dorastanie, swoją droga, dzieli tylko jedna diagnoza – w lewo szalony, w prawo – hormonalnie anormalny. I resztę tej nocy zajęło mi wędrowanie na wschód po linii niemal prostej, jakąś idiotyczną ulicę po linii prostej, po której normalny człowiek bałby się poruszać, ale miejskie wynaturzenia po prostu uznają ze inaczej nie można. Szedłem na wschód i zdawało mi się, że do domu, ale minąłem zakręt prowadzący do apartamentu i wpadłem w parki czy ogrody. Tam z daleka czuje , że oczko wodne – już nie takie za 120 PLN za godzinę tylko oczko kiedyś modne teraz cuchnące – zawsze zbędne. O, ciągnie mnie w to oczko i rano już jest prawie i na ławce na drugim asfaltowym brzegu jeden paker. Stos puszek się wala i wpada szlachetno-aluminiowym strumykiem do oczodołu po wodnym oczku. Jeden paker nie był widokiem niepokojącym, ale że teraz? Jak ja go przecież zostawiłem tam roztkliwiającego razem z drugim? Po co? Obok jednego pakera bardzo gruby blondyn w niegdyś turkusowej koszulce kończył jedna z puszek piwa i wpatrywał się w niebo czerwonymi załzawionymi oczami.
No cóż – pomyślałem i zrozumiałem jednocześnie – takie rzeczy, tylko w pełnię.
share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka się wyprowadza

I jak tak można? Wspomnienie pierwszego leżenia i kawowe wstawanie tak wcisnąć w klepkę jednym położeniem klucza.
Sztuka teraz podobno ma mówić własnie o tym, że goni i pełznie za i wietrzy nosem (pismo), ale zdycha zanim złapie.
Złapane choroby i niezłapane zerwane stosunki ostatecznie przerywane myślą ślepą o nowej wyspie wcale jednak takiej samej, bo za rok albo za trzydzieści znowu porzucona noc kiedy pies was poznał, noc pierwsza bez suki.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka dla nie-erudytów

- Granice mego języka wskazują granice mego świata – powiedział Ludwig i usiadł nieco bliżej, niż wypadało…
- To naprawdę nie jest konieczne – Zamknęli mnie po prostu w szafie, bo wolą jak siedzę w bezruchu, proszę pana.
- Och, daj spokój Emily – przecież oboje wiemy, że języka ci nie starczy, by poruszyć niebo i ziemię. O wiele jest za wąski.
- Witamy w Amherst, chłopaku – jaka szkoda, że nie mogę chodzić boso – poszlibyśmy pić wino i pokazałabym Ci mój samurajski miecz…Ale niestety sam widzisz – moje stopy są okropne!
- Cóż…O czym nie da się mówić, to się musi przemilczeć.
share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

Dokąd zmierzasz Google?

Fascynująca historia sukcesu Google, które w ciągu połowy dekady stało się potęgą reklamową na świecie (i w Polsce, owszem) nie pozwala przestać myśleć o następstwach tegoż sukcesu. Ogromne zapasy gotówki i setki usług ‘satelitarnych’ wobec wyszukiwarki nie pozwalają łatwo zrozumieć jakie konsekwencje ma ten spektakularny przyrost masy firmy.

Poczta, blogi, video, zdjęcia, pakiet biurowy, przeglądarka internetowa, czytnik rss, telefony, systemy operacyjne, dostęp do Internetu, biblioteka wirtualna i dwie sieci społecznościowe – dokąd zmierzasz Google?
Nie zamierzam zgadywać, które z licznych własności firmy staną się przebojem, przyszłością Internetu i zbawieniem ludzkości. Wolę spojrzeć na to co widzę teraz i wyobrazić sobie to samo tylko dużo większe, bo przecież, nie łudzę się, TO będzie większe…

YouTube Preview Image

Kiedy jeszcze dwa lata temu porównywano Google do sieci SkyNet, która w świecie “Terminatora” postanowiła zniszczyć ludzkość, wszyscy uznawaliśmy to za doskonały żart najwyżej. Dziś miny rzedną, a fikcja wrasta w rzeczywistość przed naszymi oczami. Mało osób pewnie zauważyło jak Google wkracza na pole, które nazwać możemy ‘rusztowaniem sieci” – serwery DNS od Google, najszybsza sieć światłowodowa od Google i w końcu, ale po pierwsze tak naprawdę – wyszukiwanie i katalog Internetu. Dziś oczywiście nie jest to jeszcze prawdą, ale za jakiś czas dostęp do sieci będzie tym, czym jest woda, elektryczność, kanalizacja. Bezpieczeństwo w sieci będzie już za chwilę tym czym jest bezpieczeństwo na ulicach. A wszystkie te rzeczy łączy jedno – są regulowane, licencjonowane i uznawane za strategiczne przez rządy państw na całej planecie. Co stanie się, jeśli właścicielem tej ‘wody nowej generacji’ będzie firma, przy której drgnąć potrafi powieka nawet rządowi Chin (nie mówiąc o rządzie Stanów Zjednoczonych)? Co jeśli Google stanie się mocarstwem żyjącym w serwerowniach (największych serwerowniach na planecie, dodam)? Co różni superkorporację i supermocarstwo? Kiedy zarząd zamienia się w rząd? Kiedy Francja, Niemcy lub Stany zdecydują, że ‘rusztowanie Internetu’ jest strategicznie istotne i fakt, że należy ono do prywatnej firmy uznają za zagrożenie bezpieczeństwa narodowego
Gdyby dziś ktoś ‘wyłączył’ Google doszłoby prawdopodobnie do scen strasznych. Nawet gdy Gmail znika na trzydzieści minut cała blogo i mikroblogosfera drżą w posadach. A gdyby ktoś tak wyłączył całkiem? No cóż, dziś wciąż jeszcze dalibyśmy sobie z tym radę. Usługi live.com czy Yahoo powoli by nas do siebie przyzwyczaiły…Ale jeśli Google oznaczać będzie dostęp do sieci w ogóle, to żadna inna firma nam nie pomoże, bo kolejne wpisywane adresy w przeglądarce zwracać będą tę samą pustą stronę.
Dokąd zmierza Google? Tego oczywiście nie wiem, ale wiem na pewno, że nie istnieje tak światły zarząd i tak ‘not evil’ firma, by mogła ona zachować wewnętrzną integralność etyczną ale i biznesową, w sytuacji, gdy pozbawimy ją konkurencji. Dlatego, tak dla porządku i czystości sumienia trzymaj swoją pocztę w dwóch różnych miejscach i znajdź małego lokalnego dostawcę Internetu. Jakby coś.

share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

Po co komu tablet, czyli cicha rewolucja

Długo zbierałem się do tego artykuliku. Na początku zamierzałem skorzystać z szalonych pogłosek dotyczących iPada i pofantazjować o tym, czym MOŻE być tablet, ale czas mijał i w końcu pogłoski musiały przegrać z rzeczywistym tabletem od Apple.
Chciałem tu na początku napisać jakie to kozyści dać może nam tablet 2010. Jak uratuje prasę przed śmiercią głodową, jak sprawi, że w ręku masowego odbiorcy znajdzie się czytnik elektronicznych książek, a więc, być może i książki można wciąż uratować…Chciałem mówić o zmianie paradygmatu w czytaniu tekstu w ogóle, kiedy poziomy i piony zastąpić muszą pozostałe wymiary realnego przedmiotu jakim jest książka czy magazyn, ale przecież film robi to znacznie lepiej.

YouTube Preview Image

Myślałem też o tym, że możliwość edycji większych tekstów w przyzwoitym edytorze o przyzwoitych wymiarach, to ogromny przełom, ale tak naprawdę to przełom dla tych tylko, którzy dotąd męczyli się z tym samym zadaniem na iPhonie (wierzcie mi – naprawdę to robię!)
Chciałem w końcu dumnie uderzyć w wysokie tony i powiedzieć, że ratując prasę i dając jej wygodę równą wygodzie czytania bloga ratujemy tradycyjny model dziennikarstwa, nie szkodząc procesowi demokratyzacji mediów (który to proces ma również, nie zapominajmy, wiele ciemnych stron np. dość lekki stosunek wielu blogerów do procesu sprawdzania i potwierdzania faktów).
Zamiast tego wszystkiego napiszę jednak o czymś, co nazwałbym niewidzialną rewolucją. Dokonuje się niewidzialna rewolucja, którą zauważyłem dopiero w czasie niekończących się dyskusji na temat przydatności bądź bezużyteczności iPada. Cicha rewolucja zaczęła się dużo wcześniej, ale nigdy wcześniej nie pojawiło się w rozmowach i słownych bitwach tak kontrowersyjne urządzenie, czy raczej kategoria urządzeń. Oczywiście, zastanawialiśmy się już przy np. MacBooku Air, czy to konieczne i po co to komu…ale odpowiadaliśmy z łatwością – to komputerowa biżuteria, to komputer dla dyrektora itd., itp.
Tym razem nie ma prostego wytłumaczenia i nie warto chyba słuchać proroków krzyczących: “Głupcy! Czemu nie widzicie, że stała się światłość?!” Nie dla wszystkich światłość się stała i dlatego część ludzi nie pojmuje jak ktoś może wydać pieniądze na iPad podczas gdy inni uznają za szaleńca każdego, kto go nie pożąda…
Cicha rewolucja to, nazywając sprawę roboczo, atomizacja wspierana przez technologię. W naszym wielorakim, rozłażącym się w sprzecznych kierunkach popędzie jedna dwoistość zwraca moją uwagę – pragniemy społeczności, a jednocześnie pragniemy, by rzeczywistość reagowała na JA, a nie na uśrednione MY. Chcemy, by nasze doświadczenie było tak indywidualne jak to tylko możliwe. Do tej pory pojęcie rozbijania rzeczywistości na ‘kapsuły” zawierające tylko po jednej osobie zdawały się oburzać większość z nas: “to niezdrowe, osobisty kontakt zawsze wygrywa, wspólne doświadczenia – zbliżają, przymus kompromisu – uczy”. Atomizacja wspierana przez technologię zdaje się to zmieniać – unikalne, nieskończenie mnogie, pojedyncze zestawy zachowań i wzorce konsumpcji mediów jak i porządkowania i publikacji naszych własnych myśli i przyjmowania myśli naszych bliskich tym razem zamiast ostracyzmu powodują entuzjazm. Społeczeństwa zdają się wiwatować na cześć rozwiązań skrojonych na pojedyncze osoby, które realizują te potrzeby za pomocą unikalnej KOMBINACJI urządzeń, usług, oprogramowania i połączeń między nimi a innymi urządzeniami, usługami i oprogramowaniem.
Niektórzy wybiorą tablet plus komputer stacjonarny ze smatphone’em na dole układanki. Inni zechcą mieć netbook z ogromnym dyskiem twardym czekającym na niego w ich domu plus tani telefon – bo po co, skoro mam ze sobą netbook? Każda z osób, razem ze swoją kombinacją urządzeń dobierze też system operacyjny (Windows, Mac, Linux/Chrome OS), oprogramowanie biurowe (MS Office, Apple iWork, OpenOffice/Lotus Symphony), przeglądarkę (IE, Firefox, Safari, Chrome, Opera), odtwarzacz filmów i muzyki, klienta twittera, program do wypalania płyt, pobierania plików z sieci P2P aż po program do rozpakowywania plików .rar.
Nieskończony niemal wybór, niekończąca się ilość kombinacji i, jako rezultat, Twój niepowtarzalny zestaw i wzorzec zachowań i sposobów konsumowania i publikowania każdej rzeczy jaka jest Ci dostępna.
Technologia, po cichu, powoli, daje nam znać, że komunikacyjne wybory zostały już dokonane; że teraz możemy po prostu obserwować; że pojedynczość doświadczenia rzeczywistości poprzez technologiczne okulary skrojone na miarę, ale i intensyfikacja wymiany poglądów i myśli ze znacząco większą grupą INNYCH, jest naszym przeznaczeniem.
Tablet roku 2010, będąc wyłomem w ideii ‘urządzenia dla każdego’ pozwala nam zauważyć, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. Konsumujmy więc jak tylko sobie życzymy – z iPadem lub zupełnie bez.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o białej kartce

Siedział przed biała kartka. Kursor mignął z zachęta w znaczącym milczeniu. Udawaliśmy obaj przez chwilę, że się nie zauważamy, ale on w końcu nie wytrzymał i mignął. Ten pojedynek nieistotny i nieproduktywny rozpoczął drogę przez śniegi. Podobno niepamięć tego co przed chwilą ułatwia sprawę. Krok i kropka, krok i kropka, krok i kropka. Łyk kawy na klawiaturę. Niestety, pamięć to tak jakby mój najmocniejszy punkt, więc usypuje śniegowe ścieżki mozolnie, wracając po własnych śladach tak często jak to możliwe, choć niepraktyczne. Podobno należy pozbyć się rozproszeń, podniecenie, plany na przyszłość, grafik dnia i przystojny grafik, który wczoraj rozlał mleko i płakał nad nim przed bramą na Krakowskim. Sam widzisz, już skręcam w inną historię, tylko tutaj to bez znaczenia, bo w sumie nie ma żadnej historii do powiedzenia. Tak czy siak, kiedy już nadrobię na śniegu tych znaczków i ścieżek to robi mi się głupio i potrafię patrzeć tylko przez palce i czekać, aż ktoś powie, że jestem zachwycający. Kursory nie kłamią i łatwo się zaprzyjaźniają. Powinieneś spróbować.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o nieruchomościach

W ciągu tego roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy. Luksusowe, niby luksusowe, w latach dziewięćdziesiątych luksusowe…Nory z piękną zawartością, dwupoziomowe śmietniki, gołe ściany i podłogi z materacem rzuconym na środek, upchane ludźmi akademiki bez miejsca na prywatne widzenia i w końcu całkiem zwyczajne z meblościanką i bez remontu.
Ubocznym działaniem intensywnego życia bardzo często jest gruntowna wiedza o rynku nieruchomości. Które adresy są dobre tylko na papierze, a gdzie średnio zamożny samotny mężczyzna może kupić piękny apartament. Seks-rynek nieruchomości pełen kabackich jedenastych pięter z przestronnymi balkonami i maleńkich mieszkań w centrum, gdzie śmierdzi zawsze świeżym potem.
W ciągu roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o farciarzu

O takim jak On nie pisze się wierszy i piosenek. Silny, szczęśliwy, ani dobry, ani zły. Tylko uśmiecha się może więcej. Sztuka odrzuciła ten materiał genetyczny obawiając się logicznych pętli. W końcu sztuka to poszukiwanie, a gdzie poszukiwanie, tam niezbędne staje się zagubienie. Jeśli światłość w ciemności świeci, to cóż począć z Jego promiennym wejrzeniem? Nazywają to ‘nuda’, ale tylko dlatego, że nie potrafią tego nazwać jakkolwiek. Nazywają to ‘płytkie’, bo tylko na brzegach tej osobowości i na zapraszających mieliznach potrafią się poruszać w miarę pewnie. Sztuka odrzuciła materiał genetyczny, który przestał podlegać już ewolucji. Poszukiwanie piękna, jak na to nie patrzeć, nie znosi piękna.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

List

Wielką mi uczyniłeś radość swoją wizyta. Te wilgotne mury wchłaniające aż za dobrze psychozy moich przodków nie działają na mnie kojąco. Choć mógłbyś rzec, swoim zwyczajem, że do wszystkiego przyzwyczaić się można, to jednak nie każdy ma w udziale mieszkać w nawiedzonym przez ducha zamordowanej macochy zamczysku. Przyjedź raz jeszcze latem, kiedy uciekać będziemy mogli do ogrodu i dalej w lasy. Nie będzie nam wtedy przeszkadzać ani niania, ani mój ojciec pijany szukający towarzysza do wista. Bardzo dużo radości sprawiłeś mi swoją wizytą choć ta smutna i ociężała pielęgniarka wciąż mi wmówić próbuje, żeś wcale tu nie był.


share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email

bajka o kobiecie po przejściach

Była sobie kobieta po przejściach i mężczyzna bez doświadczeń. Błyszczał patrząc na jej ponurą gorzką twarz. Jego oczy niepoorane powidokiem, jego kąciki ust z tą niepodrabialną iskierką na dnie i w końcu włos przypruszony wciąż tylko czernią. Nieskalany. Niezamierzony i zatopiony.

Często potem myślała czy mogło być inaczej. Może gdyby coś, co sama nie wiedziała gdyby co? Ale nie. Jednak własnie to, a nie gdyby.

share it!
  • Print
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • email