wylewali domu fundamenty. sąsiedzi. tak, ci z czeskiej bajki, o tym, że wszystko jest zawiłe i zawsze można pobłądzić. pamiętam, że chcieli kiedyś wnieść pianino do mieszkania i w pierwszej kolejności skorzystali z najgorszych pomysłów. i że śmieszne, ale jakoś czesko tragiczne.
no ale wracając…wylewanie cementu w wersji czeskiej i komicznej rok jeden i dziesięć, aż w końcu bez cementu ani rusz. domu brak, rozumiecie to przecież, prawda? nic niezabudowane, nic nie metaforycznie rozstrzygnięte. nie ta historia, nie to stulecie.
aż w końcu cement i fundament zamiast domu. w końcu przeszłość kieruje terażniejszością, ale nie ze smutku. dla efektywności takiej.
i sąsiedzi wciągają pianino i może nie wciągną za bardzo, ale nie o wciągnięcie już od jakiegoś czasu chodzi. wielkie nosy, brzydkie czapki i jedno śnienie o pianinie na samej górze. chociaż pianino spadnie. ale śmiesznie spadnie, a nie strasznie.
