podszywanie sie (II)

godzina 17:00. godzina zero bo teraz wszyscy oni kończą pracę i będą mieli czas przyjść czy przyjechać. patrze w lustro. hmmm, miło. wszystko na swoim miejscu masz, kobieto! Przejście na blond oczywiście było dobrym posunięciem. mężczyźni…pfffff.

godzina 17:20. ulica jeszcze pusta, ale co tam – od spacerowania jeszcze nigdy nie zbiedniałam.

godzina 18:30. pierwsze koty za płoty, hmm? pierwsze koty były pijane i owłosione jak małpy, ale cóż poradzisz? takie życie farbowanej blondynki. czy boska marilyn nie miała tak samo? miała. miała, kurwa, dokładnie tak samo.

godzina 23:30. jestem ledwo żywa ale usatysfakcjonowana. będzie na kilka dni życia bez kompleksów i bez zmartwień.

godzina 23:50. prawie godzina duchów. proszę ochroniarza, żeby mnie wpuścił. patrzy na mnie tym obleśnym wzrokiem. jak na
dziwkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*