godzina 17:00. godzina zero bo teraz wszyscy oni kończą pracę i będą mieli czas przyjść czy przyjechać. patrze w lustro. hmmm, miło. wszystko na swoim miejscu masz, kobieto! Przejście na blond oczywiście było dobrym posunięciem. mężczyźni…pfffff.
godzina 17:20. ulica jeszcze pusta, ale co tam – od spacerowania jeszcze nigdy nie zbiedniałam.
godzina 18:30. pierwsze koty za płoty, hmm? pierwsze koty były pijane i owłosione jak małpy, ale cóż poradzisz? takie życie farbowanej blondynki. czy boska marilyn nie miała tak samo? miała. miała, kurwa, dokładnie tak samo.
godzina 23:30. jestem ledwo żywa ale usatysfakcjonowana. będzie na kilka dni życia bez kompleksów i bez zmartwień.
godzina 23:50. prawie godzina duchów. proszę ochroniarza, żeby mnie wpuścił. patrzy na mnie tym obleśnym wzrokiem. jak na
dziwkę.
podszywanie sie (II)
Category: blog |