coś mi świta





godzina jest 5 rano. idą przekrwione oczy, idą blade czoła,
idą drżące ręce. światła albo za dużo, albo za mało. głównie za dużo jednak.
zniecierpliwienie nieistniejącym chłodem, który nie przeszywa ciała. po drugiej
stronie ulicy wściekły obcokrajowy rozbujał furgonetkę i wrzeszczy coś bardzo
glasgow albo bardzo chelsea.

poranne zombie jedno za drugim próbuje dać się jeszcze złapać w jakieś ciemności,
ale ciemności już nie starcza. afterrzeź powoli się kończy i plac konstytucji,
przez dziesięć czy piętnaście minut, jest pusty.



a potem histeria w wyborczej, że dwa pedały znalezione i z wyjątkowym
okrucieństwem oba. że niby obcisła koszulina i już pedał. a drugi bez.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*