stoi lekko osamotniony wśród ni to pięknych ni to przesadnie udziwnionych przedmiotów. ni to lampa. ni to fotel. ni to nity ni gwoździe. stoi blady za wielkim biurkiem. ni ladą. gości niewielu bo za drogo i za dziwno. zbieg ulic pełen takich, bo nike warszawska pcha się z młodymi i meble z niemiec wschodnich, ale u niego cicho zupełnie. najbardziej na całej ulicy. przechadza się raz na dziewięćdziesiąt minut pomiędzy sprzętami. ni to sprawdzając.
mija 19.00 – godzina sklepowego ducha i oni wychodzą na kłódki zakłódają sklepy. żeby nikt nie widział, bo wstyd. żeby nikt nie widział, to on już kwadrans wcześniej chowa się pod biurko i blednieje w naprawdę ładnym śpiworze.
Archive for 30 września 2009
blada bajka
bajka o disco
Nazywali mnie Justinem biznesu, Madonną giełdy, Kylie księgowości…Miałem otwarty rachunek w niemal wszystkich Hiltonach na Ziemi, a o moją przychylność zabiegały rządy pomniejszych krajów. Czasami śniłem o triumfalnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy każdy bramkarz i każdy diler znał mój rozkład zajęć. Bezdech, migotanie. Zmarłem z erekcją na twarzy, a w pierwszą rocznicę zapalono wszystkie kule disco na minutę ciszy.
Z podwórka prosto
Zagruzowane podwórko. Dwa luksusowe samochody, ekośmietnik i tynk się sypie z nieukończonego aż po wieczność remontu. Nawet szemrane towarzystwo zagruzowane i niedotynkowane jakieś. Obok pijany pan na trzepakach w niewidzialnym hamaku zabujany przewraca się, wybija zęby, brudzi chodnik, którego już i tak się zabrudzić nie da. I szyba najwyższego piętra spada i już tylko jeden najostatniejszy luksusowy samochód.