Archive for 29 października 2010

bajka o turnusie

U nas na turnusie każdy ma historię.

Histeryczny ojciec, który nie pozwala dotknąć swojego dziecka nikomu, włącznie z dziecka matką. Przedziwnie pozbawiona praw rodzicielskich starała się widzieć plusy tej sytuacji, bo widać było, że ma czas dla siebie, że jest wypoczęta i zadbana. Ale czasami, kiedy dziecko płakało za ojcem, kory zostawił je z mamą na 20 sekund (na tyle mniej więcej dawał radę je zostawić gdziekolwiek i z kimkolwiek), zdawała sobie sprawę z absurdu sytuacji i zawstydzona rozglądała się, czy przypadkiem ktoś inny nie widzi jej rodzinnego nie-dramatu się tu rozgrywającego się na stołówkach i nad basenami.

Byli państwo prokuratorostwo z czasów PRL – raz pani prokuratorowej spadł z talerza kawał arbuza, gdy szła do stolika. „30 lat temu, ktoś by za to poszedł siedzieć. Najchętniej Popiełuszko.” – powiedziała, a on zarechotał. Nie śmieszyły jej nigdy proreżimowe żarciki. Antyreżimowe i jakiekolwiek inne tez jej nie śmieszyły, bo generalnie nie była zbyt wesołą osobą. Co do niego – rechotał z przyzwyczajenia – kiedyś nie mógł inaczej jeśli chciał sprawnie się piąć po szczeblach władzy, a teraz…teraz nie mógł już inaczej. Uważaj na opalonych i pedałów – powiedział prokurator pewnego ranka do najwyżej sześcioletniego wnuczka. I mógłbym przysiąc, że chowany na internecie dzieciak spojrzał na dziadka z dezaprobatą i rozejrzał się po sali czy ktoś widzi, że siedzi obok takiego dupka.

Czech kryptogej, wychodzący z uzależnienia od marihuany – nawet na jego młodej pięknie opalonej twarzy odbijały się straszne, nieodwracalne zmiany w mózgu. Byłby przystojny…Najbardziej na tych całych wczasach, które zafundowali mu rodzice, „żeby się wyrwał z tego gówna”, nienawidził szwedzkiego stołu, bo wtedy najbardziej było widać, ze ma popalone druty w głowie. Stawał przed serem żółtym i stał długa chwile a w oczach raz miał pusto, a raz panikę, kiedy na ułamek sekundy zdawał sobie sprawę ze stoi tak w bezruchu. Zanim jednak mógł się poruszyć pustka wracała i decyzja odwlekała się na kolejne 15 sekund. Nienawidził tego, że inni widzieli, ze „zgłupiał” jak mawiała jego przesadnie pobudzona terapeutka (czy im się robi testy na obecność narkotyków?). Co do krypto i do gej to liberalne „hurra” jakie było udziałem czeskich prawodawców, nie miało żadnego wpływu na niego, może nawet trochę utrudniały sprawę, bo konserwatywni jego rodzice okopali się mocniej w twierdzy swoich poglądów i już zupelnie nie było jak mówić otwarcie z nimi. Wiec na wakacje zabrał najbardziej długonogą, ciemnooka, delikatna i słodka lesbijkę jaka znał (na szczęście znał mnóstwo ze szpitala) i pojechali na wakacje poderwać greckich chłopców i greckie dziewczęta a za dnia udawać zakochaną parę, tylko też nieprzesadnie. Czesi nie znają się na ‘przesadnie’.

Perwersyjnie bogata samotna dama która jeździ do tanich hoteli, gdzie jej napiwki po 10 euro, robią na kimś jeszcze wrażenie.

Sarkastyczna, wiecznie z papierosem (na specjalnie przygotowanym druciku) i na najnowocześniejszym wózku jaki widziałem – Francuzka swoimi celnymi szpilami rozśmieszała do łez siostrę, którą zabrała na wakacje za pieniądze za drugą książkę, którą wydała na początku roku i która ku kompletnemu zaskoczeniu wszystkich włącznie z autorka, w przeciwieństwie do pierwszej, sprzedała się w zawrotnej ilości egzemplarzy, a co ważniejsze sprzedała się jako scenariusz filmu (jednego z tych ‘starszy Hugh Grant już nie podrywa, tylko wzrusza’). Z milionów książek zarobiła na wakacje w tanim hotelu, a za prawa do scenariusza zarobiła na wille na lazurowym wybrzeżu, prototyp wózka przyszłości oraz rentę z banku która pozwala zapomnieć o rachunkach.

Smukły nastolatek, wicemistrz kulturystyki. Rosjanin, który wszystko co miał zdobył dzięki fizycznym torturom jakim poddawał go ojciec, członek jednej z tych piwnicznych berlińskich grup, które w Moskwie znalazły wiele zrozumienia…

I matki. Wszędzie matki. Zmęczone i wcale nie na urlopie – poza jedną, co ma męża histeryka – no wiecie…tego co wcześniej opowiadałem.


Hotelowy Bluez

Jest coś istotowo złego w hotelach. Każda podłość wydaje się być łatwiejsza, kiedy jesteś w hotelu. Każdy grzech wydaje sie przyzwoitszy, a każda chora fantazja jest na wyciągnięcie ręki.
Jest coś groźnego w hotelach. Długi korytarz z rzędem niespenetrowanych drzwi staje się potencjalnym miejscem zbrodni, a każdy hotelowy boy – idealnym jej świadkiem bądź sprawcą.
Jest coś publicznego w hotelach. Mimo chloru i pachnących proszków do prania, wciąż czuję w pościeli zapach mojego poprzednika i mojego następcy. Zapachy pożądania i zapachy laptopów, zapachy dla niepalących i zapach upalonych.
Jest też coś prywatnego w hotelach. „Do not disturb” jak tarcza, jak linia Maginota i jak mur berliński. „Pay per view”, o którym wiedzieć będę tylko ja i recepcjonista. Cztery zużyte ręczniki w jedynce, jedno „king size bed” i ośmiu gości późno w noc.
Jest w końcu coś wyzwalającego w hotelach. Brudź, rzucaj przedmiotami, porzucaj ręczniki w dowolnych miejscach, porzucaj kochanków w dowolnej pozycji. Po to jest hotel, żebym nie musiał nigdy sprzątać bałaganu poprzedniej nocy.

I dlatego właśnie zaprosiłem Cie tutaj, bo nie muszę teraz zawijać w dywan, sreberko ani w bawełnę.


Love Parade 2098

Bajka na nutę love parade 1998 – one world one future.
Uwaga! To nie jest bajka związana jakkolwiek z wydarzeniami na ostatniej (ostatniej teraz i ostatniej w ogóle wydaje się) Love Parade. Bajka na ten temat byłaby możliwa gdybym mógł zasięgnąć języka u kogoś z doświadczeniem ekstremalnego bad tripa, ale nie znam nikogo takiego.

Lądowanie w 2098 było proste, bo zgodnie z oczekiwaniami wielu niewiele się zmieniło w technologicznych paradygmatach, lotnisko, telefon, komputer i wanna były podobne do tych z początku wieku (choć na napełnienie wanny tzw. wodą niesyntetyczną stać było jedynie megagwiazdy filmowe i paru post-szejków).
Zgodnie z oczekiwaniami innych, inżynieria społeczna i w ogóle inżynieria psychologiczna wywrócone zostały w tym czasie na lewą stronę, wiec o tym napiszę, bo to ciekawsze (dla ciekawskich jedynie mały teaser- tak, Google przetrwało i nadal istnieją iPhone’y ale sprawy maja się naprawdę dziwacznie).
Rodzinę zakłada się jak firmę niemal (licencjonowanie usług w ogóle wydaje się być przebojem ostatnich lat tego wieku)
wraz z ojcostwem zyskuje się według licencji, prawo do sarkazmu (o niebo lepiej, niż prawo do przemocy – co zdawała się zawierać XX i XXI-wieczna licencja). Bardzo rzadko, odwrotnie – sarkazm dawał prawo do ojcostwa. Ojciec miał za zadanie nieustannie wyzywać na sarkastyczny pojedynek syna, który nie mógł odpowiedzieć tym samym, mógł za to pojmować i doceniać udane zaczepki. Mówię syna, bo można było mieć wyłącznie syna. Kobiety były tylko częścią biologicznego, a przy współczesnym stanie rozwoju technologicznego, wirtualnego kręgu życia. W wyniku przykrego zbiegu okoliczności i dramatycznie źle wprowadzonych parytetów – kobiety utraciły prawo i sens. Tak jak kiedyś przy wymianie kaset magnetofonowych na płyty cd – chaos wymieniono na zera i jedynki – i tak jak w tamtym przypadku – milionowe odtworzenie było identyczne z pierwszym. Mężczyznę tłumaczyła sprawność języka,  kobietę zaś udało mu się zamienić w jeden ze swoich sarkastycznych żartów.  Po rewolucji aseksualnej w 2037, kobiety, w wyniku literówki w ustawie, dostały połowę miejsca w parlamencie…i tak już jakoś zostało chociaż kolejne rządy obiecywały…itd.

Drugie pół miejsca rok później siłą wziął  jakiś pedał i do dziś nie chce odddać.

Holocaust di Mare

Obsługiwał nas Grek żydowskiego pochodzenia. 

Nie ukrywał i nie wstydził się w końcu XXI wiek.
Profil chudy i piękny i blady, wśród greckiego opalenia był podwójnie szlachetny. 
Dzień był jak zawsze. Poranny DJ, kończący za długą jak na siły jego gardła zmianę, wychrypiał coś o dziewięćdziesiątym szóstym dniu nieprzerwanych upałów. Morze, które wyraźnie widziałem z miejsca gdzie usiedliśmy, bujało się spokojnie; o średniowieczny czy też renesansowy kawałek muru opierał się chłopak w długim czarnym płaszczu, a przede mną właśnie pojawiły się wszystkie owoce morza znane ludzkości, oprócz ośmiornicy, której konsumpcji kategorycznie odmówiłem. Owoce podane grecko-żydowską piękną smukłą ręką Szpilmanów, Horovitzów („Są trzy rodzaje pianistów: pianiści Żydzi, pianiści homoseksualiści i źli pianiści”), Bergsonów. Dzień wydawał się (w długim czarnym płaszczu?!) zupełnie zwyczajny. Weszli dwójkami, w sumie szóstka.

Zacisnął po raz przedostatni zakrwawioną dłoń na poręczy krzesła. I oczy umierające się pod stoliki przewracają a ja upewniłem się że śmierć i orgazm to praktycznie to samo.


The true story of Jack Shepard and two women of ill fate

Na przeciwko mojego greckiego (a w rzeczywistości polsko-rosyjsko-czeskiego) hotelu, obok niezmordowanego supermarketu IN.KA (na logo, bardzo grzecznie pan i pani w formie zazwyczaj zarezerwowanej dla drzwi toalet) mieszka pijak i bezdomny. Tam śpi, tam się budzi i tam się przewraca, gdy łaskawa fortuna pozwoli uzbierać na butelkę i na chwile odpoczynku od świadomości zamieszkiwania przy IN.KA


Bezdomny i pijak wstaje o świcie – wiem bo jechałem raz o świcie oglądać laguny i wyspy i inne greckie raje i widziałem go rozpoczynającego dzień od toalety porannej przeprowadzanej przy nieocenionej pomocy dwóch butelek wody. Jest czynny (w te pechowe bardziej dni) do późnych godzin wieczornych nie prosząc nikogo o nic, a raczej wypatrując tego co luksus uznaje za odpadek, a każdy normalny – za produkt żywnościowy. Jednak nie o tym, nie o tym (oj tam, oj tam).


kot pierwszy
Dopiero po tygodniu zwróciłem uwagę na dwa koty podążające dumnie, ale konsekwentnie za bezdomnym i pijakiem (jak się wpisuje w mój telefon pijakiem to telefon sugeruje poprawkę na Polakiem). Wyciągają długie ciała i ociągają się fałszywie (w kociej wersji kategorii ‘fałszywie’) i idą za nim krok w krok. A kot grecki nie jest podobny naszym kotom. Cienki jak struna, wysoki, przypomina raczej chorego, głodnego lamparta, ale na pewno nie odważylibyście się choćby użyć słowa ‘dachowiec’ w ich obecności…


kot drugi
Przyznaję, że ciekawość nie pozwoliła mi zakończyć podglądactwa i ku mojemu zdumieniu pijak i bezdomny w pewnym momencie wybrał się do supermarketu IN.KA i kupił za twardą walutę puszkę kociego jedzenia, zawrócił, a potem ostrożnie dzieląc na sprawiedliwe części, rozlał na chodniku dwie kupki mięsnej karmy, do których zabrały się koty. W pełnym słońcu. Skąd ta waluta i dlaczego koty i ta karma?


Tego niestety nie byłem w stanie podejrzeć.



Oda do przyjaciółki geja (dla Zali)

Żelazna Damo,
co dźwigasz histerie dwie
i smutki bez racji bytu dwa.

Słodka Dziewico
w świecie lubrykantów per galon.

Nieugięta Wojowniczko!
Pogromczyni nabzdyczeń,
zniechęceń i oczekiwań na wyniki testu.

Viktorio Ostateczna!
Jak to sie dzieje,
jak możliwe,
że oczy Twe wciąż
wesołe?