Na przeciwko mojego greckiego (a w rzeczywistości polsko-rosyjsko-czeskiego) hotelu, obok niezmordowanego supermarketu IN.KA (na logo, bardzo grzecznie pan i pani w formie zazwyczaj zarezerwowanej dla drzwi toalet) mieszka pijak i bezdomny. Tam śpi, tam się budzi i tam się przewraca, gdy łaskawa fortuna pozwoli uzbierać na butelkę i na chwile odpoczynku od świadomości zamieszkiwania przy IN.KA
Bezdomny i pijak wstaje o świcie – wiem bo jechałem raz o świcie oglądać laguny i wyspy i inne greckie raje i widziałem go rozpoczynającego dzień od toalety porannej przeprowadzanej przy nieocenionej pomocy dwóch butelek wody. Jest czynny (w te pechowe bardziej dni) do późnych godzin wieczornych nie prosząc nikogo o nic, a raczej wypatrując tego co luksus uznaje za odpadek, a każdy normalny – za produkt żywnościowy. Jednak nie o tym, nie o tym (oj tam, oj tam).

Dopiero po tygodniu zwróciłem uwagę na dwa koty podążające dumnie, ale konsekwentnie za bezdomnym i pijakiem (jak się wpisuje w mój telefon pijakiem to telefon sugeruje poprawkę na Polakiem). Wyciągają długie ciała i ociągają się fałszywie (w kociej wersji kategorii ‘fałszywie’) i idą za nim krok w krok. A kot grecki nie jest podobny naszym kotom. Cienki jak struna, wysoki, przypomina raczej chorego, głodnego lamparta, ale na pewno nie odważylibyście się choćby użyć słowa ‘dachowiec’ w ich obecności…

Przyznaję, że ciekawość nie pozwoliła mi zakończyć podglądactwa i ku mojemu zdumieniu pijak i bezdomny w pewnym momencie wybrał się do supermarketu IN.KA i kupił za twardą walutę puszkę kociego jedzenia, zawrócił, a potem ostrożnie dzieląc na sprawiedliwe części, rozlał na chodniku dwie kupki mięsnej karmy, do których zabrały się koty. W pełnym słońcu. Skąd ta waluta i dlaczego koty i ta karma?
Tego niestety nie byłem w stanie podejrzeć.