Archive for 24 grudnia 2010

bajka o zwłokach

Godzina 5.54 – czas, by bezimienne zwłoki z boku łóżka przeniosły sie na swój, niewłaściwy brzeg Wisły. Z pogarda patrzę na ubierającego się, zapominając o wydarzeniach sprzed godziny, sprzed trzech, ośmiu…co w nocy się dzieje, do nocy należy – sex to brud sennych myśli.
W środku transu pornograficznego, gdy następuje najszybszy ruch gałki oka, na mózg spada obraz: głaskać skórę bez końca. Niekończąca się skóra, bo naciągnięta na taśmociąg, obraca się, pod palcami się przesuwa nieskończona.
Prozakorgazm, Masturbozia, Analejasz i wszyscy święci wołali w niebo gdy osiągaliśmy łóżkowe K2. Groźne i niebezpieczne, ale wieńczące piękne dzieło. Jego nieruchoma twarz i zimne spojrzenie prześlizgnęły się tylko po mojej świadomości i zniknęły tam, gdzie wcześniej rozpłynął się taśmociąg z ludzkiej skóry.
Cztery godziny później byłem już na miejscu. Jama bagażnika samochodowego ziała fetorem zgnilizny, ciepławych płynów parujących w czasie podroży ze zdwojoną siłą. Zrzuciłem przerzucone przez ramię ciało do dołu i zacząłem zasypywać to, co pól doby temu rozkopywałem. Wrócony ziemi chłopak miał w końcu zaznać zemsty robaczej. Jak skończyłem, to nie wbiłem krzyża tam, gdzie stał wcześniej – automatycznie niemal wrzuciłem go na tylne fotele samochodu.
Nigdy nie wiadomo kiedy się może przydać.