bajka niemal zagraniczna

Jak nigdy, wszystko zaczęło się w centralnej Polsce. W centralnej, śnieżnobiałej bez względu na porę roku, katolickiej bez względu na przekonania i postępki. Tej, która zawsze najbardziej jest mężczyzną, a jeśli przypadkiem przydarzyła się kobietą to i tak najbardziej heteroseksualną.
A jednak tym razem wszystko zaczęło się tutaj, bo to z tęsknoty za granicznością rodzi się każda ludzka wyprawa. Bezgranicznie nieszczęśliwa, Polska najcentralna ruszyła się ugraniczniać w przekonaniu.
Szli promienistym wielosznurkiem od epicentrum nieszczęścia ku brzegom nieznajomości.
Zgrani niczym garnizon z granitu wykuty. Z grani skakali do grani, cykladowe dźwięki wszczynali jak afrykańskie praplemiono. Aktorzy bardzo ograni, cyferblaty korporacji sztucznej-dramatycznej-artykrytycznej zrywali na znak.
Po wielu dniach wędrówki w końcu graniczyli z obłędami.
I w bieli cała ciocia z zagranicy, ciotka paranoja, ciotka na za wysokim obcasie mogła im nareszcie machać prosto z teledysku na zestaw wypoczynkowy „Elwira”.

2 comments

  1. schron pisze:

    tudzież „Jubilat”.
    z poważaniem

  2. dziadzie pisze:

    Bardzo słuszna uwaga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*