Wiosną wychodzą i chodzą po ulicach nieco rozwieśni, nieco przewietrzni z okropnie obśmianymi koszulami, spodniami. Powycierani o zjaśnione chodniki. Nieznośne powietrze wydrgane hymnami i jakąś nieznajomą serenadą. Ale też bladouliczni korzystają z okazji i wybielają łydkami po oczach i mają paradę do połowy św. Patryka, a do połowy emo. I panowie w długich mafiagroźnych płaszczach z giwerami za spodnie pilnuja nieporządku na ulicach gmin, dzielnic, na powiecie, na Powiślu. Przeklubowani na trawniki turlają się wzdłuż Wisły, więc żebym i ja coś miał z tego, to jednego nogą wturluje do wody, żeby natleniać bąblami z reszty jego powietrza. Że akcja taka – wiosna w miescie.
Bardzo plastyczne te wiosenne, białe łydy! Skojarzyło mi się to wszystko nieuniknienie z odzianymi w białe pończoszki łydkami Bianki.
i like