Amy w metrze

Bardzo lubię metro. Jeździ się w tunelu. Jak się siedzi twarzą w twarz z innymi, to oni odwracają i tak wzrok na reklamę, albo patrzą w okno po przeciwnej stronie, jakby się wpatrywali w pędzącą ścianę tunelu, ale przecież tego nie robią. Nie robią tego?
Lubie też metro jak po nocy idziemy, bo leżymy demokratycznie na ławkach brudnych i na ziemi, tylko uważać, żeby nie za żółtą „linię śmierci”.
Tylko, jak już w metrze, na peronie, to ciągle ta szyna. Jak się nie myśli o tej szynie i o tym milionie woltów (to wolty są?) które ciągle płyną z końca metra na drugi koniec (koniec metra też lubię, lubicie koniec metra?). Ciągle metr czy dwa od tej szyny i kto w ogóle nie myśli o tej szynie? Bo myśli się? Ciągle ta szyna.

4 comments

  1. zal pisze:

    mr. self-destruct :)

  2. dziadzie pisze:

    me, myself and my ego

  3. p pisze:

    mała, niewinna skrzywdzona dziewczyna, którą owładnął strach, że nie jest tym, kim być powinna, stała się łupem niegodnego człeka, co zabrał by zabawę przednią mieć

  4. p pisze:

    czy pamiętasz, ten oczu cudnych blask, kiedy patrzyła wierząc, że uśmiechnął się wreszcie do niej świat, ufała,w swym wielkim sercu, choć taka mała, z raną na nim niezabliźnioną, wierzyła, stała się jakby tam wtedy żoną, czego pragnęła, czego żądała, oddała, nie wzięła, na pastwę została, sama, bo on to okazał swą wreszcie twarz, brud i chorobę, wprost w oczy, w piękną jej twarz, niewdzięczność dał, dla niej policzek i w serce strzał…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*