Tobie jednemu ufam, przy Tobie tylko czuję się na tyle swobodnie, by móc to zrobić.
(dźwięk głębokiego niezainteresowania)
Więc,
(zakłopotane szuranie)
pomyślałem, że po prostu przejdę do senda, ale jak widzisz się pogubiłem, więc może od początku zacznę i…
(brak dźwięków)
Posłuchaj, sprawa jest nieskończenie prosta, chciałem po prostu wiedzieć…
(do kuchni szurnięcie i spowrotem szurnięcie)
(nóż, nóż nóż…taki z ząbkami)
czy zgodziłbyś się na tę wyjątkową podróż i przygodę wspólną?
(kapanie, kapanie, osuwanie, totalne szurnięcie, ale zakłopotane)
Się nie udało zachować swobodnego milczenia i potem to już głównie dywan, bagażnik auta i zakłopotanie.
Dotknął zła- bo piękna była i dobro w niej było- by ukoić ból i zaistniał strach- dalej nie poszedł, choć wszystko mógł wziąć i wziął, ale nie tak, bo strach, więc przymknął drzwi, tak trochę… bał się zamknąć, przez małą szczelinę zaglądał więc, przez szparę rzucał swym okiem i bawił się śliniąc- choć to już nie jego miała być gra- bojąc, nie biorąc, nie dając wykradł wszystko, jak swoje wziął, zmierzając na dno do pełnego zła, bo dotknął go czar sprzed wielu lat- tam na początku, gdy oglądał świat- ślepy czarodziej, jak on młody mag-brat, zasłonił dobry obraz, zabrał mu świat… a tamta zabawa zniszczona i dalej ciekawa- została, smutna i oszukana…
a on dalej wędrował i dalej niszczył, bojąc się wciąż niby akceptując swój los, bo tak mu radzono, nie odwracał się i kroku do przodu uczynić nie mogąc, wciąż stał w kloace bólu, w bagnie swych lęków, myślami do przodu chorymi wciąż biegł, realizując w nich swą podłość, zarazę i grzech… bał się, myślami do przodu tylko tak biegł, a w śmiechu jego pobrzmiewał wciąż ten sam jęk…
kto rzucił naprawdę w niego ten czar…