Był sobie, dajmy na to, – Piotruś.
Piotruś wędrował ciemną doliną, by uciąć jęzor złemu smokowi, ewentualnie wędrował po mleko, w ostateczności na potańcówkę w remizie.
Nagle, na jego drodze pojawił się Inaf. Inaf is Inaf brzmiało jego praindoeuropejskie imię, ale wszyscy znajomi nazywali go Inaf. Piotruś spojrzał wielkimi, załzawionymi dla efektu, oczami na Inafa i powiedział:
- Oddam Ci sakwę z całym moim jedzeniem, jeśli tylko puścisz mnie wolno!
- Not – odpowiedział Inaf.
- Dam Ci serce szczerozłote i resztę płyt Marka! – z nadzieją podbił stawkę Piotruś.
- Not – Inaf powtórzył i zmarszczył brwi.
- Dam Ci prawą rękę sobie ująć i dorzucę następną znalezioną dziewicę.
I go Inaf zajebał fajerbolem.
Archive for Bez kategorii
Bajka o enough
bajka o tańczącym
tańczę.
jest nijako, bylejako, wszystkojedno. i tańczę wtedy.
jestem wyższy, mądrzejszy, muskularny bardziej i bardziej w levisach i bardziej przez bramki przechodzę. tańczę.
opowiadam i składam zdania wielokrotne złożone i jest trzecioosobowa, a jak pierwszoosobowa i wciaż wszystkowiedząca, podnosząca w piruetach na pointach wyżej niż palce sięgają nad parkietami, nad disco kulami. tańczę.
maluję, w konturach, w galopach w pardubickich, w grundwaldach, w monach i lisach maluję. tańczę.
w castingach, w domach kultury, na festynach za piaskiem, w jednym show w telewizji i raz w opolu.
tańczę.
bajka o cemencie
wylewali domu fundamenty. sąsiedzi. tak, ci z czeskiej bajki, o tym, że wszystko jest zawiłe i zawsze można pobłądzić. pamiętam, że chcieli kiedyś wnieść pianino do mieszkania i w pierwszej kolejności skorzystali z najgorszych pomysłów. i że śmieszne, ale jakoś czesko tragiczne.
no ale wracając…wylewanie cementu w wersji czeskiej i komicznej rok jeden i dziesięć, aż w końcu bez cementu ani rusz. domu brak, rozumiecie to przecież, prawda? nic niezabudowane, nic nie metaforycznie rozstrzygnięte. nie ta historia, nie to stulecie.
aż w końcu cement i fundament zamiast domu. w końcu przeszłość kieruje terażniejszością, ale nie ze smutku. dla efektywności takiej.
i sąsiedzi wciągają pianino i może nie wciągną za bardzo, ale nie o wciągnięcie już od jakiegoś czasu chodzi. wielkie nosy, brzydkie czapki i jedno śnienie o pianinie na samej górze. chociaż pianino spadnie. ale śmiesznie spadnie, a nie strasznie.
bajka o brukach
Bruki różne są. Są bruki miękkie kozetkami i bruki mokre bezparasolem i bruki porannych zim. Są bruki nocne płotami i bruki słabnące grypą i bruki zaszklone witryną i cegłą. Bruki przedczołgające się i bruki postmodernistycznie obojetne i kulturossające. Są bruki grzane jednym szotem w głowe. Są bruki lodowate siną ławką w Saskim. Wszystkie zimne.
Ale jak zimne, jak zawsze się pocę na bruku? Ciągle przecierasz czoło i ciągle zimno Ci tak naprawdę, a jednak lejesz się potem po tym bruku teraz i potem.
I kto po tym bruku dojdzie?
Przez bruki dla bruków chyba tylko.
