Archive for blog

bajka o farciarzu

O takim jak On nie pisze się wierszy i piosenek. Silny, szczęśliwy, ani dobry, ani zły. Tylko uśmiecha się może więcej. Sztuka odrzuciła ten materiał genetyczny obawiając się logicznych pętli. W końcu sztuka to poszukiwanie, a gdzie poszukiwanie, tam niezbędne staje się zagubienie. Jeśli światłość w ciemności świeci, to cóż począć z Jego promiennym wejrzeniem? Nazywają to ‘nuda’, ale tylko dlatego, że nie potrafią tego nazwać jakkolwiek. Nazywają to ‘płytkie’, bo tylko na brzegach tej osobowości i na zapraszających mieliznach potrafią się poruszać w miarę pewnie. Sztuka odrzuciła materiał genetyczny, który przestał podlegać już ewolucji. Poszukiwanie piękna, jak na to nie patrzeć, nie znosi piękna.



List

Wielką mi uczyniłeś radość swoją wizyta. Te wilgotne mury wchłaniające aż za dobrze psychozy moich przodków nie działają na mnie kojąco. Choć mógłbyś rzec, swoim zwyczajem, że do wszystkiego przyzwyczaić się można, to jednak nie każdy ma w udziale mieszkać w nawiedzonym przez ducha zamordowanej macochy zamczysku. Przyjedź raz jeszcze latem, kiedy uciekać będziemy mogli do ogrodu i dalej w lasy. Nie będzie nam wtedy przeszkadzać ani niania, ani mój ojciec pijany szukający towarzysza do wista. Bardzo dużo radości sprawiłeś mi swoją wizytą choć ta smutna i ociężała pielęgniarka wciąż mi wmówić próbuje, żeś wcale tu nie był.


bajka o kobiecie po przejściach

Była sobie kobieta po przejściach i mężczyzna bez doświadczeń. Błyszczał patrząc na jej ponurą gorzką twarz. Jego oczy niepoorane powidokiem, jego kąciki ust z tą niepodrabialną iskierką na dnie i w końcu włos przypruszony wciąż tylko czernią. Nieskalany. Niezamierzony i zatopiony.

Często potem myślała czy mogło być inaczej. Może gdyby coś, co sama nie wiedziała gdyby co? Ale nie. Jednak własnie to, a nie gdyby.

bajka o patelni

Bardzo smażyć lubił. Wysmażał jedne po drugich kotlety i teksty. Paszkwile kulinarne, muzyczne i do wirtualnych mediów też. Smażył pierogi i Piroga. Smażył do kierownika reklamacyjne pismo. Smażył na przyjęcia i prywatki.
Ona w odorze olejowym patrzyła smutno. Coraz ciszej patrzyła mu w oczy. Potem w brodę, aż na własne buty. Ot dym i wiecznie buczący okap. Oto właśnie po dwudziestu latach tak się jej to kończy. Węch nie ten, tłuste oczy i boki, bo tu pierogi tu boczek.

Kuchnia, późne popołudnie. Jedna podsmażana polędwica za daleko. I jednym ruchem patelni go.


bajka o śnieżycy

Mówiła matka – Nie idź Piotrusiu, nie idź, tak pada.
A on poszedł. Przez zaspę na utratę tchu i dziewictwa.
Mówiła Ania – Chodź do mnie w śnieżycę, zobaczysz jak będzie nam dobrze.
Szaleństwo białe, żółte, kolorowe mroczki przed oczami, nosem w śnieg, ale dalej, dalej próbuje.
Aż w końcu światełko ostatkiem oddechu widzi. Światełko się żółci pomiędzy śniegiem a śniegiem i tam ona kręci się w kożuchach niedzwiedzich i mlecznych i kominkach i oblewa się szampanem i kusi chyba, a może obśmiewa.
I jeszcze krok, i jeszcze, i sypie przez oczy po pysku sypie, do nosa sypie białości mrożące. I idzie, prawie już dojdzie.
I jednak nie.


bajka o ironicznym telewizorze

- Tak tak, poprzelaczaj sobie. Nie krępuj się zupełnie! Przecież jesteś taki zmęczony i tak dalej!
- Ooo, no proszę – dwudziestka czwórka – cała prawda całą…
och, tak jasne, zobaczmy czy Paris Hilton znalazła kumpele od…
doskonały wybór – znajdzmy odpowiedz na nurtujace nas pytanie – czy ja kocham Cię Pols…
super, teraz cała pogoda całą dobę? Dlaczego? Powiedz mi dla…
o widzisz to jest pomysł, to jest Kultura, a nie te Twoje…
czy ty w końcu przestaniesz pstrykać tym pilo……

No tak, posiedzmy w ciszy, bosko.


bajka o złośnicy Madzi

Nie miała za dużo. Cierpliwości za dużo, oleju za dużo. Do powiedzenia. Rosła jak na drożdżach i to jedno chyba za dużo.
I choć tato cicho pyta ona lu go w pysk i tupie.
- Madziu, nie bądź taką złośnicą, nie bądź zła taka, uspokójże się na chwilę!
I lu go.

Urosła groźna jak wieżowiec brzydki w centrum miasta. W centrum z koleżankami się spotyka a tam nikogo, bo nie ma koleżanek. Miała jedną, ale się zezłościła. Taka to Madzia złośnica.
I przyjechał książe większy nawet jeszcze, po dobroci, bez złości. O rękę pyta, i już bez ręki chodzi. I ona się trzęsie, drży cała, a on na śniegu czerwone esy maluje, aż siny.


bajka o nastolatku

Często potem myślał o tym okresie w swoim życiu. Blade załzawione z przejęcia oczka. Długie strąki w kolorze świński blond, których nie można było domyć. I ten głos. Pogłębiający, bo odzwierciedlający stan ducha skrzyp. Pisk. Kiedy krzyczał, albo nawet wołał nieco głośniej, ten głos wpadał w histeryczne, rozpaczliwie smutne drgania. Podkreślał nastoletnie, histeryczne i ostateczne rozstrzygnięcia o świecie i nieodwracalności procesów. Nie czytał klasykow i nie należał do subkultury, nawet do subkultury outsiderow. Często myślał o tym dramatycznym głosie, który towarzyszył mu, gdy zamawiał pizzę i gdy groził że się zabije.
Nie zabił się. A włosy nadał się nie domywały. A nowo nabyty głęboki bas jakoś nie chciał być niehisteryczny.
Przestał za to zamawiać pizzę.
Bo strasznie zaczął tyć.


bajka rozczarowująca

Spojrzał na nią tępym okiem katowanej suki rozpłodowej. Drugie oko stracił na weselu. Pechowy strzał z szampana.
- Jestem taka rozczarowana. Taka bardzo rozczarowana.
On podniósł się z fotela i powoli przesunął w stronę okna. Jedna noga była zupełnie sztywna i martwa. W jej drugim miesiącu ciąży, on śpiesząc się do szkoły rodzenia poślizgnął się i wpadł do studzienki ściekowej.
- Dlaczego nie możesz raz zrobić czegoś bez wpadki? Dlaczego?
Podniósł głowę opartą na parapecie okna i cicho jęknął. Odjęło mu kompletnie mowę. Rok temu. Lekarze nie mają pojęcia, co było przyczyną.
- Niech się raz potoczy już nie po mojej nawet, ale po twojej myśli. Ale niech się uda! Jesteś pasmem rozczarowań mój drogi. – wykrzywiła usta jak bohaterka „Niebezpiecznych związków”
Ruszył w jej kierunku, jego kostka wykręciła się pod dziwnym kątem i niefortunnie upadł na ostrą, lśniącą krawędź kominka.


bajka pełna jodu

Widok z okna był olśniewający. Chociaż huk fali walącej łbem o ścianę skały był niemal nie do zniesienia, to raczej nazwałby to trudną przyjemnością. Przyjechał tutaj ni to odpocząć, ni to się zabić, może po prostu dokonać wymyślnej zbrodni. Było to z pewnością niewygodne – ten widok i huk i pogodne myśli. Nie tak miało być i nie tak będzie, on się o to zatroszczy, on już się odegra, już on zna takie numery. Drugiego dnia, po krótkim śnie, przerywanym uporczywie powatarzającym się snem o wiewiórce roznoszącej zabójcze choroby, wyszedł na drogę z ciężkim, tępym narzędziem. Droga sprzyjała. Było tu dużo brzydziej, niemalowniczo, świat znowu wydawał się brudny, nieinteresujący i mściwy. Próbował sobie przypomnieć jakieś odpowiednie przysłowie o drodze, ale wskakiwała mu tylko niestosowna myśl o tym, że szedł Grześ przez wieś i worek piasku niesie. Kiedy zemsta smakuje? Kiedy zemsta smakuje? Kiedy zemsta…zamachnął się i zrzucił rowerzystę w błoto i kamienie. Jednocześnie, prawdopodobnie, coś pogruchotał, bo rowerzysta zaczął wyglądać dziwnie i krzywo i pałąk śmieszny zrobił. Bardzo modernistycznie z jego strony, albo coś mu pękło. Jedno z dwojga.
Wrócił. Wszyscy w mieście powtarzali jak to się jednak wypoczywa na wsi i oto najlepszy dowód tego, no naprawde jak to się wypoczywa.