Siedziała na brzegu barowego stołka oparta o długi ciężki drewniany blat. Drewno nie było tak naprawde drewniane, a stołek był za niski, żeby być barowym, ale trzeba sobie radzić, prawda? Dwie starsze kobiety obwieszone koszmarną biżuterią, hałasowały przeraźliwie przy oknie i wesoło zaciągały się zielonym dymem. Odwróciła oczy i jej wzrok padł na przystojnego kolegę z pracy, który z chłopięcym skupieniem skręcał jointy w rozmiarze XXL. On też podniósł wzrok i po zadymionym barze przebiegły z niesłyszalnym niemal dla nikogo hukiem erotyczne fantazje.
On potem szukał jej w czerwonych oknach i na scenach w całym mieście, ale nie znalazł, bo ona tak tylko przy tym barze i w ogóle tylko się tak zagapiła. A ta orgia to tak tylko przez głowę jej przemknęła. Odłożyła słuchawkę i poczuła smak klęski, wiedząc, że on po drugiej stronie kabla ma erekcję.
Archive for blog
Coffeshop girl number 6
Psia deklaracja niepodległości
Dlaczego pies z równym zadowoleniem wącha trawę i gówno, wilgotną deszczem ziemię i obsikany śnieg? Oto wyznanie, lepszego od wiary, bycia poza kulturą, czyż nie? Wolność jest w ten właśnie sposób wulgarna. Jest czasem ekstatyczną, czasem agresywną – najczęściej zaś – smutną próbą przezwyciężenia przyzwyczajeń. Być jak pies i jak pies żyć – oto jak wolny człowiek odważyć się może na wąchanie obszczanego śniegu na brudnym trawniku, czyż nie?
Bajka o nim i o niej
On jak chłopiec z Fantoma, ona jak bohaterka wiktoriańskiej sztuki. On jak z piwnicy w Mińsku, ona jak z lochów zamku nad Loarą. On jak z grona, ona z LinkedIn. Ona w gorsecie z lateksu, a on bez gumy. Ona na podagrę, a on na AIDS.
bajka o dilerze i striptizerce
Poznali się w kościele. Ona była Violettą, on Frankiem. Jego kochali wszyscy dziesięć minut po jego wejściu do pokoju. Jej kobiety nienawidziły po trzech. On nie pracował już nocami i sprawić mógł, że i ona nie będzie. Nigdy o to nie poprosiła, lubiła to, sama siebie rozśmieszała. Innych też. Poznali się w kościele, a potem on z kolegą zabrali ją na lody. Matka nie umiała opisać policji jak była ubrana.
bajka o wyspie
Zaraz po lądowaniu było ich dwudziestu, może kilku mniej. Zgliszcza luksusowego wycieczkowca płoneły malowniczo na niecałkiem tropikalnym piasku. Rozglądając się bezradnie po sobie i po wyspie zrozumieli dość szybko, że najważniejsze będzie dobrać sobie kompanów gwarantujących przeżycie. Naturalna selekcja wśród luksusowych pań i panów szła zaskakująco dobrze. najbliżej pani do rekina – powiedział i uśmiechnął się szarmancko, jakby odbierał od niej klucz do jej apartamentu w Hiltonie. Oderwanie i wyspy pośród wyspy. Skrupulatny podział plaży, choć niepisany, to śmiertelnie poważny. Najwyższa półka w kategorii rozbitek. A potem zaczęły się głosy, że to nawet lepiej. że wyspa to jest właśnie to, że naprawdę nie rozumiem jakby bez wyspy, że to nawet nie przystoi. Wzmocniło ich co ich nie zabiło. A potem ich zabiło coś z pobliskiej dżungli, pod znakiem drogowym, wykaligrafowanym: ‘do ogrodu angielskiego 2 km’.
blada bajka
stoi lekko osamotniony wśród ni to pięknych ni to przesadnie udziwnionych przedmiotów. ni to lampa. ni to fotel. ni to nity ni gwoździe. stoi blady za wielkim biurkiem. ni ladą. gości niewielu bo za drogo i za dziwno. zbieg ulic pełen takich, bo nike warszawska pcha się z młodymi i meble z niemiec wschodnich, ale u niego cicho zupełnie. najbardziej na całej ulicy. przechadza się raz na dziewięćdziesiąt minut pomiędzy sprzętami. ni to sprawdzając.
mija 19.00 – godzina sklepowego ducha i oni wychodzą na kłódki zakłódają sklepy. żeby nikt nie widział, bo wstyd. żeby nikt nie widział, to on już kwadrans wcześniej chowa się pod biurko i blednieje w naprawdę ładnym śpiworze.
bajka o disco
Nazywali mnie Justinem biznesu, Madonną giełdy, Kylie księgowości…Miałem otwarty rachunek w niemal wszystkich Hiltonach na Ziemi, a o moją przychylność zabiegały rządy pomniejszych krajów. Czasami śniłem o triumfalnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy każdy bramkarz i każdy diler znał mój rozkład zajęć. Bezdech, migotanie. Zmarłem z erekcją na twarzy, a w pierwszą rocznicę zapalono wszystkie kule disco na minutę ciszy.
Z podwórka prosto
Zagruzowane podwórko. Dwa luksusowe samochody, ekośmietnik i tynk się sypie z nieukończonego aż po wieczność remontu. Nawet szemrane towarzystwo zagruzowane i niedotynkowane jakieś. Obok pijany pan na trzepakach w niewidzialnym hamaku zabujany przewraca się, wybija zęby, brudzi chodnik, którego już i tak się zabrudzić nie da. I szyba najwyższego piętra spada i już tylko jeden najostatniejszy luksusowy samochód.
bajka o cykliście
jak co rano kolorowe skarpetki, kolorowe opony i barwny akcent zamiast krawata. bez wątpienia rzuca się choć nie na kolana rzuca. nie tutaj. oczywisty luksus nie jest specjalnością tego miasta. nie jest tak modny jak blog i własny kanał na youtube. tłum fałszerzy luksusu zajął już miejsce oryginału, niczym garb, który podszył się skutecznie pod właściciela. pije wiec, jak co rano samotnie, szampana i wskakuje na rower dookoła świata. i nawet skin go nie dogoni.
bajka o spacerze
zawsze mu powtarzali, że to najlepszy sposób na troski. że na bladość. że na chorobę serca i serce złamane i na złamaną rękę. spacer na wszystko dobre i zbawienne zaprawdę, zaprawdę. chodził więc na spacery z mamą, potem z koleżankami a potem to i z chłopakami. zdrowa zaprawa przed burzą. a potem nagle bladość i choroba serca, a potem serce złamane i ręka złamana i kark skurwiela złamany. i nagle już tylko zbawienny spacerniak, bo krzepę się nadspodziewaną na spacerach zyskuje.