Archive for blog

epitafiufiu

znaliście mnie jako elokwentnego, przewracającego logiki za pomocą upiornie błyskotliwych słowotoków. jak teraz wypadnę, gdy tylko słowo mi zostało? nie mówcie proszę o szkołach, które kończyłem (nie było ich wiele). nie mówcie też może o śmiesznych, w tej sytuacji, osiągnięciach. może niech ktoś zaśpiewa piosenkę – najlepiej ktoś, kto nie umie. i może niech ktoś z rodziny – jeśli się taka zgłosiła – strzela z papierowych toreb.
i potem piach plażowy, według woli. i jeśli się to da zorganizować, to niech będzie was trzy osoby lub więcej.

bajka o szafie

młody był. z szafy wyszedł, ale jak się obejrzał to z za dużej. szafy. więc znalazł ze dwie czy trzy mniejsze. szafy pomniejsze. i włazi, żeby wyjść z…

koniec orgii


koniec orgii – powiedział Bauman, ale my już to przecież wiemy. białe płoty kilometr za kilometrem wybiegają z castoramy, wspólne zwierzaki z zoologicznych, wspólne wakacje z biur podróży, a kombi przeżywa swoją trzecia pewnie młodość.



a wyznawcy orgii zmieleni czasu kołem.

bajka o drobiazgach

maruś przepadał za drobiazgami. drobiazgowo je kolekcjonował. w drobiazgu tkwiła życiodajna siła – często mawiał spoglądając na radośnie podrygujące na jego półkach drobiazgi. radości przysparzało to bez liku. a to figurka słonia z dwoma trabami, a to stary los w totka, który dwa razy w marusia życiu wypadł na sześć w duzym lotku, nawet torba jabłek, którą znalazł pod drzewem bezpańską i jakże wewnętrznie rozpromienioną. bardzo się cieszył maruś i mu się kiedyś na ulicy rozsypały drobiazgi i jak zbierał

to go samochód.

bajka o zaproszeniu


był sobie kiedyś młody człowiek z zaproszeniem. powiedział o tym. tu i ówdzie powiedział. zaczęły się pytania, że na co, że skąd, czy z kim? czy sam? że dokąd? ludzie zaczęli mówić o nim i do niego, że niech się czuje zaproszony, że zapraszający wzrok i poza.



a on nie odpakował, żeby się nie zniszczylo i zapomniał i nie wiedział i nie poszedł, bo przegapił.


bajka o zapamiętaj


Był sobie człowiek, który co zobaczył to zapamiętał. I drzewo. i dziewczynę w pomarańczowym turbanie co się ten turban rozwiązał. i pana z założonymi rękami na plecach jak prus szedł ten pan. po nowym świecie. i topielca zapamiętał ze wczasów nad jeziorem. i koncert w kościele jak wszyscy bili głosno brawo a jeden pan wyszedł. wyszedł i nie wrócił.



i tak to wszystko zapamiętał i zapamiętał się, że nie zauważył i przejechali.



ciężarówką z piaskiem.






 

o przebrzydłym marku co rodziców nie słuchał


był sobie marek co rodziców nie słuchał. i mówią rodzice: przebrzydły ty, złośliwcze ty – słuchaj rodziców jak do ciebie mówią. załóż czapkę – on nic, do kąpieli! – on nic. Łamią ręce, łzy leja, łupieżą się i jeżą i wiją. A on nic.



A potem pan doktor przyszedł, że nie tyle nie słucha, co nie słyszy. na oba.

bajka dla hermenegildy – oda

była sobie brzydka hermenegilda, która chciała być niezależna.

w domu niezależne wejście miała i kuchnie osobną i słoneczne panele podłogowe i wodę brała też ze studni. niezależna.

spojrzenia i zdania i raporty roczne i pana na wieczór też niezależne, jak najbardziej umiała, to miała.

hermenegilda (po germańsku – pełne poświecenie) była okropnie niezależna, aż umarła całkiem samodzielnie sama, bo się jej pomyliło.

konkurs



najpierw coś się podoba. mądre, ładne, że potrzebne. potem aspirujemy i napinamy muskuły i klamry u pasków. w końcu do perfekcji bo ćwiczenie czyni mistrza. 





i wtedy ogłaszamy zwycięstwo i wygrywamy w konkursie, którego wcale nie ma.



pracuś

był raz pracuś. a nawet dwa razy był. był najpierw 40 a potem 80 godzin. bezwolna niedziela lepsza niż działka. niedziałka tak zwana. przyrośnięty do biura nie odczuwał dyskomfortów życia żywego. satysfakcji i can’t get no. podsyłali mu ładne sekretarki – randki nie, randki jednak nie.

starzeć się nie starzał, chociaż chcieć – chciał bardzo.

zestarzeć i umrzeć





- to dopiero życie.