Archive for August, 2005

zemsta

pewien człowiek w sile wieku postanowił dokonać zemsty. leżąc na przygotowanym z ręczników łożu wziął w rękę piłę i z całej siły wgryzł się w zakupiony od zaprzyjaźnionego pielęgniarza gryzak. nie chciał sobie na razie odgryzać języka. powoli przyłożył ostrze piły do nogi tuż pod kolanem. pierwsze cięcie wydawało się zupełnie bezbolesne, ale gdy wykonał drugi ruch oniemiał, nie mogąc uwierzyć, że można poczuć taki ból. nie za dobrze pamiętał co się dalej działo, ale gdy oprzytomniał, sennym wzrokiem omiótł krwawy krajobraz jaki roztaczał się wokół niego. zaczął teoretycznie rozważać czy mozliwe jest odcięcie sobie jeszcze tej jedynej, ostatniej z członków, ręki, w której trzyma piłę.

podszywanie sie (II)

godzina 17:00. godzina zero bo teraz wszyscy oni kończą pracę i będą mieli czas przyjść czy przyjechać. patrze w lustro. hmmm, miło. wszystko na swoim miejscu masz, kobieto! Przejście na blond oczywiście było dobrym posunięciem. mężczyźni...pfffff. godzina 17:20. ulica jeszcze pusta, ale co tam - od spacerowania jeszcze nigdy nie zbiedniałam. godzina 18:30. pierwsze koty za płoty, hmm? pierwsze koty były pijane i owłosione jak małpy, ale cóż poradzisz? takie życie farbowanej blondynki. czy boska marilyn nie miała tak samo? miała. miała, kurwa, dokładnie tak samo. godzina 23:30. jestem ledwo żywa ale usatysfakcjonowana. będzie na kilka dni życia bez kompleksów i bez zmartwień. godzina 23:50. prawie godzina duchów. proszę ochroniarza, żeby mnie wpuścił. patrzy na mnie tym obleśnym wzrokiem. jak na dziwkę.

bajka o izaaku

był sobie niemłody już archeolog imieniem izaak. w jego szczęśliwym życiu wydarzyło się jednak niestety wielkie nieszczęście - matka, którą kochał ponad wszystko zmarła nagle i nieoczekiwanie. biedny izaak wbrew swemu imieniu płakał i wzywał jahwe, który , jak ma to w zwyczaju od jakiegoś czasu, milczał. izaak postanowił, że musi znaleźć sposób by pozwolić dniom płynąć szybciej. wyjechał więc do pięknego egzotycznego (nawet dla kogoś o imieniu izaak) kraju. tam rozpoczął bardzo skomplikowane i czasochłonne wykopaliska. cudowne słońce, niezwykłe miejsce, nowa i obca zupełnie kultura - wszystko to pozwalało by tygodnie zamieniały się w miesiące i lata bez specjalnego wysiłku. kopał głębiej i głębiej i szukał bardzo zdecydowanie. odrzucał wszystko co tylko wydawało się odkryciem archeologicznym. był niezwykle skrupulatny, dzięki czemu dni płynęły szybciej. któregoś dnia uderzył jednak łopatą w coś twardszego niż ziemia - kilka godzin potem jego oczom ukazała się skrzynia ozdobiona dziwnymi znakami. niezwykle się ucieszył i urządził wielotygodniową uroczystość w pobliskiej wiosce gdzie wino i kobiety były tańsze niż śpiew. (to nawiązanie do pewnego walca wiedeńskiego jakby się kto pytał). dni zabawy jak się domyślacie płynęły szybko. w końcu jednak nadszedł czas by otworzyć skrzynie. oczom zebranych wokół ukazała się wtedy, ułożona równo w skrzyni i nosząca na sobie ślady tysiącleci, ogromna kupa gówna.

zapominalski

to bardzo śmieszne, że człowiek tak zapomina o wszystkim. taa, śmieszne, śmieszne. to ja się może wrócę po to? niee, nie ma, nie ma się po co wracać naprawdę. nigdy nie było. dzisiejszy program sponsoruje liczba *dążące do plus nieskończoności* i słowo *przejściowo* czyli nie ma się po co wracać? głupi czy głuchy? nie, zapominalski.