Archive for November, 2005

podobno

podobno nic nie jest podobne do niczego, bo to, co podobne, zmienia się w czasie w niepodobne do wyjściowego podobnego. był sobie mężczyzna, którego czasy świetności minęły całkiem niedawno. co nie zmienia faktu, że owszem minęły. całe życie mu mówili, że jest podobny. - przypominasz mi tego kolesia z telewizji, no jak on się... - czy on nie jest podobny do naszego kumpla, no wiesz tego czarniawego... - mamo, mamo, ten pan jest podobny do naszego... mężczyzna przyjmował to wszystko ze spokojem, ale kiedyś przychodzi ten moment, o którym wszyscy wiemy, że kiedyś przychodzi. jak go znaleźli w jego własnej łazience, to wszyscy byli zgodni, że to do niczego nie podobne.

podszywanie się (III)

10:10 na pewno nie zdążę. wszędzie kontrole, wszędzie tłok. a ja się na pewno spóźnię. a do tego to waży chyba z tonę i jestem już zupełnie mokry od potu. a pocić się nie mogę. 10:50 chwila jeszcze i będę miał spokój. chłód hotelowego hallu. jak zwykle wykwintne, absurdalnie czyste szyby i klimatyzacja. w końcu usiąde sobie i odsapnę. 11:30 no tak, 11:30 a zegarek rano regulowałem więc nie będzie pomyłki. leniwie sięgam do kieszeni, uśmiecham się do jakiejś starszej pani siedzącej za barem po przeciwnej stronie. wiem, że pani się to podoba. ciemne oczy, czarne brwi, białe zęby błyszczą. uśmiechając się wciąż do niej zdejmuję zawleczkę i czuję prze ułamek sekundy ciepło rodzącej się eksplozji. za chwile hotel przestanie istnieć razem z moimi białymi zębami i białą jak gołąbek starszą panią.