Archive for April, 2008

lato wszędzie – the bajka

letnie spacery. tak, to milo i maj. i robaczki. i po kątach nastolatkowie i staruchy.
ścieżki odświeżone, chodniki od samego słońca już czyste. miasto buczy letnim bukiem dumy z samego siebie.
szaleńcy uśmiechnięci kombinują co by to zaszaleć a mruki nawet mruczą niemrocznie.
temperatury odczuwalne są mocno odczuwalne i pod pachami widoczne.

szerokie są ulice, a na ulicy motocykl przewrócony słonecznie, z pewną dozą znudzenia.
motocyklista klęczy, a obok
się pan jakiś rozlewa po gorącym asfalcie i w czerwieniach syczy.

hermetyczna bajka o adminie

musi pan po prostu uważnie patrzeć i logować aktywność sieci. nie chodzi o jej reperowanie, utrzymywanie w czystości (boże broń!), przyspieszanie, zwalnianie, modelowanie przepływu danych. szukamy raczej kogoś, kto będzie w stanie odtworzyć procesy uruchomione, nieoczekiwanie zamknięte czy odpalone z nieprawidłowymi parametrami. nie trzeba tu nic poprawiać, bo nie celujemy w żaden konkretny stan sieci - tak jak się porobi jest w porządku, rozumie pan? tylko jak przyjdę sprawdzić to żeby pan mi umiał wytłumaczyć co się tutaj dzieje i dlaczego ten kabel a nie inny i co się opóźnia a co doszło przed czasem. niech pan po prostu usiądzie mi tutaj i niech pan, no wie pan, niech pan nie przegapia. no, z entuzjazmem, z entuzjazmem, synu.

is the new black

zastanawiał się nad rolą w społeczeństwie i wszechświecie. może...może...to czy tamto - jutro, wczoraj, wyspianski, absynt.

siedział z pustym okiem i przeturliwał się z łóżka na biurko z biurka na okno...

elita niegdysiejsza dziś nowym filisterstwem. bezsilność, niezdecydowanie i wątpliwości stały się, nie mówiąc mu nic o tym, nowym obliczem beznadziei. dla niego i wobec niego.

ci którzy szukali eviva l'arte i szukali opium po kieszeniach są dziś tym tucznikiem, z którego się śmiali.

sny o potędze ze wstydem przyglądać się tylko mogą potędze rzeczywistej.

...z okna na gałąź

nieoczekiwana zamiana miejsc

pewien starszy już, nie aż tak sprawny i średnio atrakcyjny pan uwielbiał chodzić do kina. uwielbiał wprost. że dużo się dzieje, że rozrywka, że adrenalina, albo wzruszenie. 

wzrok jednak nie ten i zawsze kupował w pierwszym. w rzędzie pierwszym. dobrze widać i zapiera bardziej w piersiach dech. lubił to.

i któregoś dnia przychodzi do kina i idzie. osiemnasty. piętnasty. szósty. i nawet myślał, że usiadł gdzie lubi. 

a okazało się że w drugim.