Archive for June, 2008

bajka o duszno

szedł ulicą. nie miasta. przedmieścia ulicą. takiego przed przed. że mniej posprzątane, więcej jakby chaos wilgotny.
przeszedł facet z groźną mordą, z brzydką baba, smutną dziecior. nieswojo? ale nie, że anglik w nowym jorku, że nie rozumiem co mówicie tylko, że przyjemnie raczej.

i duszno. tak duszno jak przed grzmotami, deszczami, błota powodziami, seksem w namiocie.
niebo nie wie, ulica się domyśla, że burzyście. kolega mija, ale nie poznajemy, udajemy. co mi powie, czemu na przed przed idzie, czemu ja? wstyd.

kałuża. jakaś przyschnięta kałuża. krew kałuża się okazuje. nie sprzątną. kto sprzątnie tutaj to? wdeptuje specjalnie czy całkiem dawno czy nie. niedawno, tylko duszno.

i skręcam w tę już bramę i piję wino i piszę brzydkie napisy czerwonymi trampkami.

po prostu bajka

obojętność jest formą agresji
kurtuazja jest formą kłamstwa
kłamstwo jest skuteczne


znaleźli go na klatce schodowej z siekierą w plecach

cudzych.

widzę ciemność

dress no stress jej czarnoskóry chłopak w krzaki wziął, ona w ciążę, to on znowu w krzaki. sam tylko tym razem.
ona na wieś, że do domu i powroty i powietrze. że urzekła mnie twoja historia. i twoja też.

a tam babina, babina mania i nad łóżeczkiem pod zasłonką z serwietki i płacze, że jak to, że on nazwiska dziadów pradziadów nie powie i mowy ludzkiej nie zna czarne i czy to w ogóle nazwisko dziada pradziada wypowie kiedy.