bajka o złośnicy Madzi
Nie miała za dużo. Cierpliwości za dużo, oleju za dużo. Do powiedzenia. Rosła jak na drożdżach i to jedno chyba za dużo.
I choć tato cicho pyta ona lu go w pysk i tupie.
- Madziu, nie bądź taką złośnicą, nie bądź zła taka, uspokójże się na chwilę!
I lu go.
Urosła groźna jak wieżowiec brzydki w centrum miasta. W centrum z koleżankami się spotyka a tam nikogo, bo nie ma koleżanek. Miała jedną, ale się zezłościła. Taka to Madzia złośnica.
I przyjechał książe większy nawet jeszcze, po dobroci, bez złości. O rękę pyta, i już bez ręki chodzi. I ona się trzęsie, drży cała, a on na śniegu czerwone esy maluje, aż siny.








