Archive for the ‘ blog ’ Category
I jak tak można? Wspomnienie pierwszego leżenia i kawowe wstawanie tak wcisnąć w klepkę jednym położeniem klucza.
Sztuka teraz podobno ma mówić własnie o tym, że goni i pełznie za i wietrzy nosem (pismo), ale zdycha zanim złapie.
Złapane choroby i niezłapane zerwane stosunki ostatecznie przerywane myślą ślepą o nowej wyspie wcale jednak takiej samej, bo za rok albo za trzydzieści znowu porzucona noc kiedy pies was poznał, noc pierwsza bez suki.
Siedział przed biała kartka. Kursor mignął z zachęta w znaczącym milczeniu. Udawaliśmy obaj przez chwilę, że się nie zauważamy, ale on w końcu nie wytrzymał i mignął. Ten pojedynek nieistotny i nieproduktywny rozpoczął drogę przez śniegi. Podobno niepamięć tego co przed chwilą ułatwia sprawę. Krok i kropka, krok i kropka, krok i kropka. Łyk kawy na klawiaturę. Niestety, pamięć to tak jakby mój najmocniejszy punkt, więc usypuje śniegowe ścieżki mozolnie, wracając po własnych śladach tak często jak to możliwe, choć niepraktyczne. Podobno należy pozbyć się rozproszeń, podniecenie, plany na przyszłość, grafik dnia i przystojny grafik, który wczoraj rozlał mleko i płakał nad nim przed bramą na Krakowskim. Sam widzisz, już skręcam w inną historię, tylko tutaj to bez znaczenia, bo w sumie nie ma żadnej historii do powiedzenia. Tak czy siak, kiedy już nadrobię na śniegu tych znaczków i ścieżek to robi mi się głupio i potrafię patrzeć tylko przez palce i czekać, aż ktoś powie, że jestem zachwycający. Kursory nie kłamią i łatwo się zaprzyjaźniają. Powinieneś spróbować.
W ciągu tego roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy. Luksusowe, niby luksusowe, w latach dziewięćdziesiątych luksusowe…Nory z piękną zawartością, dwupoziomowe śmietniki, gołe ściany i podłogi z materacem rzuconym na środek, upchane ludźmi akademiki bez miejsca na prywatne widzenia i w końcu całkiem zwyczajne z meblościanką i bez remontu.
Ubocznym działaniem intensywnego życia bardzo często jest gruntowna wiedza o rynku nieruchomości. Które adresy są dobre tylko na papierze, a gdzie średnio zamożny samotny mężczyzna może kupić piękny apartament. Seks-rynek nieruchomości pełen kabackich jedenastych pięter z przestronnymi balkonami i maleńkich mieszkań w centrum, gdzie śmierdzi zawsze świeżym potem.
W ciągu roku odwiedziłem ich kilkadziesiąt. W najlepszych momentach nawet trzy jednej nocy.
O takim jak On nie pisze się wierszy i piosenek. Silny, szczęśliwy, ani dobry, ani zły. Tylko uśmiecha się może więcej. Sztuka odrzuciła ten materiał genetyczny obawiając się logicznych pętli. W końcu sztuka to poszukiwanie, a gdzie poszukiwanie, tam niezbędne staje się zagubienie. Jeśli światłość w ciemności świeci, to cóż począć z Jego promiennym wejrzeniem? Nazywają to ‘nuda’, ale tylko dlatego, że nie potrafią tego nazwać jakkolwiek. Nazywają to ‘płytkie’, bo tylko na brzegach tej osobowości i na zapraszających mieliznach potrafią się poruszać w miarę pewnie. Sztuka odrzuciła materiał genetyczny, który przestał podlegać już ewolucji. Poszukiwanie piękna, jak na to nie patrzeć, nie znosi piękna.
Wielką mi uczyniłeś radość swoją wizyta. Te wilgotne mury wchłaniające aż za dobrze psychozy moich przodków nie działają na mnie kojąco. Choć mógłbyś rzec, swoim zwyczajem, że do wszystkiego przyzwyczaić się można, to jednak nie każdy ma w udziale mieszkać w nawiedzonym przez ducha zamordowanej macochy zamczysku. Przyjedź raz jeszcze latem, kiedy uciekać będziemy mogli do ogrodu i dalej w lasy. Nie będzie nam wtedy przeszkadzać ani niania, ani mój ojciec pijany szukający towarzysza do wista. Bardzo dużo radości sprawiłeś mi swoją wizytą choć ta smutna i ociężała pielęgniarka wciąż mi wmówić próbuje, żeś wcale tu nie był.
Była sobie kobieta po przejściach i mężczyzna bez doświadczeń. Błyszczał patrząc na jej ponurą gorzką twarz. Jego oczy niepoorane powidokiem, jego kąciki ust z tą niepodrabialną iskierką na dnie i w końcu włos przypruszony wciąż tylko czernią. Nieskalany. Niezamierzony i zatopiony.
Często potem myślała czy mogło być inaczej. Może gdyby coś, co sama nie wiedziała gdyby co? Ale nie. Jednak własnie to, a nie gdyby.
Bardzo smażyć lubił. Wysmażał jedne po drugich kotlety i teksty. Paszkwile kulinarne, muzyczne i do wirtualnych mediów też. Smażył pierogi i Piroga. Smażył do kierownika reklamacyjne pismo. Smażył na przyjęcia i prywatki.
Ona w odorze olejowym patrzyła smutno. Coraz ciszej patrzyła mu w oczy. Potem w brodę, aż na własne buty. Ot dym i wiecznie buczący okap. Oto właśnie po dwudziestu latach tak się jej to kończy. Węch nie ten, tłuste oczy i boki, bo tu pierogi tu boczek.
Kuchnia, późne popołudnie. Jedna podsmażana polędwica za daleko. I jednym ruchem patelni go.
Mówiła matka – Nie idź Piotrusiu, nie idź, tak pada.
A on poszedł. Przez zaspę na utratę tchu i dziewictwa.
Mówiła Ania – Chodź do mnie w śnieżycę, zobaczysz jak będzie nam dobrze.
Szaleństwo białe, żółte, kolorowe mroczki przed oczami, nosem w śnieg, ale dalej, dalej próbuje.
Aż w końcu światełko ostatkiem oddechu widzi. Światełko się żółci pomiędzy śniegiem a śniegiem i tam ona kręci się w kożuchach niedzwiedzich i mlecznych i kominkach i oblewa się szampanem i kusi chyba, a może obśmiewa.
I jeszcze krok, i jeszcze, i sypie przez oczy po pysku sypie, do nosa sypie białości mrożące. I idzie, prawie już dojdzie.
I jednak nie.