bajka o złośnicy Madzi

Nie miała za dużo. Cierpliwości za dużo, oleju za dużo. Do powiedzenia. Rosła jak na drożdżach i to jedno chyba za dużo.
I choć tato cicho pyta ona lu go w pysk i tupie.
- Madziu, nie bądź taką złośnicą, nie bądź zła taka, uspokójże się na chwilę!
I lu go.

Urosła groźna jak wieżowiec brzydki w centrum miasta. W centrum z koleżankami się spotyka a tam nikogo, bo nie ma koleżanek. Miała jedną, ale się zezłościła. Taka to Madzia złośnica.
I przyjechał książe większy nawet jeszcze, po dobroci, bez złości. O rękę pyta, i już bez ręki chodzi. I ona się trzęsie, drży cała, a on na śniegu czerwone esy maluje, aż siny.


bajka o nastolatku

Często potem myślał o tym okresie w swoim życiu. Blade załzawione z przejęcia oczka. Długie strąki w kolorze świński blond, których nie można było domyć. I ten głos. Pogłębiający, bo odzwierciedlający stan ducha skrzyp. Pisk. Kiedy krzyczał, albo nawet wołał nieco głośniej, ten głos wpadał w histeryczne, rozpaczliwie smutne drgania. Podkreślał nastoletnie, histeryczne i ostateczne rozstrzygnięcia o świecie i nieodwracalności procesów. Nie czytał klasykow i nie należał do subkultury, nawet do subkultury outsiderow. Często myślał o tym dramatycznym głosie, który towarzyszył mu, gdy zamawiał pizzę i gdy groził że się zabije.
Nie zabił się. A włosy nadał się nie domywały. A nowo nabyty głęboki bas jakoś nie chciał być niehisteryczny.
Przestał za to zamawiać pizzę.
Bo strasznie zaczął tyć.


bajka rozczarowująca

Spojrzał na nią tępym okiem katowanej suki rozpłodowej. Drugie oko stracił na weselu. Pechowy strzał z szampana.
- Jestem taka rozczarowana. Taka bardzo rozczarowana.
On podniósł się z fotela i powoli przesunął w stronę okna. Jedna noga była zupełnie sztywna i martwa. W jej drugim miesiącu ciąży, on śpiesząc się do szkoły rodzenia poślizgnął się i wpadł do studzienki ściekowej.
- Dlaczego nie możesz raz zrobić czegoś bez wpadki? Dlaczego?
Podniósł głowę opartą na parapecie okna i cicho jęknął. Odjęło mu kompletnie mowę. Rok temu. Lekarze nie mają pojęcia, co było przyczyną.
- Niech się raz potoczy już nie po mojej nawet, ale po twojej myśli. Ale niech się uda! Jesteś pasmem rozczarowań mój drogi. – wykrzywiła usta jak bohaterka „Niebezpiecznych związków”
Ruszył w jej kierunku, jego kostka wykręciła się pod dziwnym kątem i niefortunnie upadł na ostrą, lśniącą krawędź kominka.


bajka pełna jodu

Widok z okna był olśniewający. Chociaż huk fali walącej łbem o ścianę skały był niemal nie do zniesienia, to raczej nazwałby to trudną przyjemnością. Przyjechał tutaj ni to odpocząć, ni to się zabić, może po prostu dokonać wymyślnej zbrodni. Było to z pewnością niewygodne – ten widok i huk i pogodne myśli. Nie tak miało być i nie tak będzie, on się o to zatroszczy, on już się odegra, już on zna takie numery. Drugiego dnia, po krótkim śnie, przerywanym uporczywie powatarzającym się snem o wiewiórce roznoszącej zabójcze choroby, wyszedł na drogę z ciężkim, tępym narzędziem. Droga sprzyjała. Było tu dużo brzydziej, niemalowniczo, świat znowu wydawał się brudny, nieinteresujący i mściwy. Próbował sobie przypomnieć jakieś odpowiednie przysłowie o drodze, ale wskakiwała mu tylko niestosowna myśl o tym, że szedł Grześ przez wieś i worek piasku niesie. Kiedy zemsta smakuje? Kiedy zemsta smakuje? Kiedy zemsta…zamachnął się i zrzucił rowerzystę w błoto i kamienie. Jednocześnie, prawdopodobnie, coś pogruchotał, bo rowerzysta zaczął wyglądać dziwnie i krzywo i pałąk śmieszny zrobił. Bardzo modernistycznie z jego strony, albo coś mu pękło. Jedno z dwojga.
Wrócił. Wszyscy w mieście powtarzali jak to się jednak wypoczywa na wsi i oto najlepszy dowód tego, no naprawde jak to się wypoczywa.


Coffeshop girl number 6

Siedziała na brzegu barowego stołka oparta o długi ciężki drewniany blat. Drewno nie było tak naprawde drewniane, a stołek był za niski, żeby być barowym, ale trzeba sobie radzić, prawda? Dwie starsze kobiety obwieszone koszmarną biżuterią, hałasowały przeraźliwie przy oknie i wesoło zaciągały się zielonym dymem. Odwróciła oczy i jej wzrok padł na przystojnego kolegę z pracy, który z chłopięcym skupieniem skręcał jointy w rozmiarze XXL. On też podniósł wzrok i po zadymionym barze przebiegły z niesłyszalnym niemal dla nikogo hukiem erotyczne fantazje.
On potem szukał jej w czerwonych oknach i na scenach w całym mieście, ale nie znalazł, bo ona tak tylko przy tym barze i w ogóle tylko się tak zagapiła. A ta orgia to tak tylko przez głowę jej przemknęła. Odłożyła słuchawkę i poczuła smak klęski, wiedząc, że on po drugiej stronie kabla ma erekcję.


Psia deklaracja niepodległości

Dlaczego pies z równym zadowoleniem wącha trawę i gówno, wilgotną deszczem ziemię i obsikany śnieg? Oto wyznanie, lepszego od wiary, bycia poza kulturą, czyż nie? Wolność jest w ten właśnie sposób wulgarna. Jest czasem ekstatyczną, czasem agresywną – najczęściej zaś – smutną próbą przezwyciężenia przyzwyczajeń. Być jak pies i jak pies żyć – oto jak wolny człowiek odważyć się może na wąchanie obszczanego śniegu na brudnym trawniku, czyż nie?

Bajka o nim i o niej

On jak chłopiec z Fantoma, ona jak bohaterka wiktoriańskiej sztuki. On jak z piwnicy w Mińsku, ona jak z lochów zamku nad Loarą. On jak z grona, ona z LinkedIn. Ona w gorsecie z lateksu, a on bez gumy. Ona na podagrę, a on na AIDS.

bajka o dilerze i striptizerce

Poznali się w kościele. Ona była Violettą, on Frankiem. Jego kochali wszyscy dziesięć minut po jego wejściu do pokoju. Jej kobiety nienawidziły po trzech. On nie pracował już nocami i sprawić mógł, że i ona nie będzie. Nigdy o to nie poprosiła, lubiła to, sama siebie rozśmieszała. Innych też. Poznali się w kościele, a potem on z kolegą zabrali ją na lody. Matka nie umiała opisać policji jak była ubrana.

bajka o wyspie

Zaraz po lądowaniu było ich dwudziestu, może kilku mniej. Zgliszcza luksusowego wycieczkowca płoneły malowniczo na niecałkiem tropikalnym piasku. Rozglądając się bezradnie po sobie i po wyspie zrozumieli dość szybko, że najważniejsze będzie dobrać sobie kompanów gwarantujących przeżycie. Naturalna selekcja wśród luksusowych pań i panów szła zaskakująco dobrze. najbliżej pani do rekina – powiedział i uśmiechnął się szarmancko, jakby odbierał od niej klucz do jej apartamentu w Hiltonie. Oderwanie i wyspy pośród wyspy. Skrupulatny podział plaży, choć niepisany, to śmiertelnie poważny. Najwyższa półka w kategorii rozbitek. A potem zaczęły się głosy, że to nawet lepiej. że wyspa to jest właśnie to, że naprawdę nie rozumiem jakby bez wyspy, że to nawet nie przystoi. Wzmocniło ich co ich nie zabiło. A potem ich zabiło coś z pobliskiej dżungli, pod znakiem drogowym, wykaligrafowanym: ‘do ogrodu angielskiego 2 km’.


blada bajka

stoi lekko osamotniony wśród ni to pięknych ni to przesadnie udziwnionych przedmiotów. ni to lampa. ni to fotel. ni to nity ni gwoździe. stoi blady za wielkim biurkiem. ni ladą. gości niewielu bo za drogo i za dziwno. zbieg ulic pełen takich, bo nike warszawska pcha się z młodymi i meble z niemiec wschodnich, ale u niego cicho zupełnie. najbardziej na całej ulicy. przechadza się raz na dziewięćdziesiąt minut pomiędzy sprzętami. ni to sprawdzając.
mija 19.00 – godzina sklepowego ducha i oni wychodzą na kłódki zakłódają sklepy. żeby nikt nie widział, bo wstyd. żeby nikt nie widział, to on już kwadrans wcześniej chowa się pod biurko i blednieje w naprawdę ładnym śpiworze.